Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mobilne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mobilne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

MY LITTLE PONY - gra karciana bitwa, czyli gdzie kryje się magia przyjaźni?


Ostatnio pełniłam swoją misję edukacyjną, potem było coś ku rozrywce a teraz coś dla zabawy :D W ten oto sposób na promocji nabyliśmy My Little Pony - Bitwa gra karciana. Czy świat magii przyjaźni może być materiałem na grę bitewną? Otóż przekonacie się za chwilę!

Postapokaliptyczna Dashie w alternatywnej linii czasowej. / screen z odcinka

Powściągnijcie jednak konie (hueh) powozu entuzjazmu, ponieważ brutalne post apo kucyki, może i na nas czekają, ale nie w tej grze. Tutaj mamy do czynienia ze starą, dobrą wojną ze statystykami! Tak, statystykami! W odróżnieniu od swojej pierwotnej wersji, gdy ciągniemy kartę możemy przyjrzeć się jej i wybrać parametr na podstawie którego zmierzą się nasze kucyki. Wygrywa oczywiście ten, kto zdobędzie wszystkie karty. Wybieramy z takich opcji jak magiczność, wzrost, przyjacielskość, psotność czy uroda. A cała talia zapakowana w wygodną, plastykową osłonkę na deck (fioletowa, z brokatem). Koneserzy oczywiście mogą zwracać uwagę czy twórcy gry odwzorowali w statystykach dokładnie postacie znane z serialu, ale prawda jest taka, że nie ma to dużego znaczenia ;) Gra jest urocza, prosta, w sam raz dla dzieci, mobilna (wrzuć to do torby lub plecaka i masz zawsze odrobinę rozrywki pod ręką!) i tania.


Podsumowując:
Plusy: tania, ładna, kucykowa, brokat na opakowaniu
Minusy: To zaawansowana wojna, ale z drugiej strony to dla dzieci, więc nazwijmy to pół minusem.

Rarianna

piątek, 23 marca 2018

UNSTABLE UNICORNS - Armia jednorożców na Ciebie czeka!


Zamówiona z KickStartera jednorożcowa karcianeczka nareszcie do nas dotarła! Tak bardzo się cieszę! Było dużo czekania i w sumie nim zagrałam w Unstable Unicorns miałam lekkie obawy. Czy wyczekiwanie nie zawyżyło moich oczekiwać? Czy się srogo nie zawiodę. Oh well... Let the unicorns be with us.


Zasiadamy w 6 osób, otwieramy pudełeczko z eleganckim metalowym zamknięciem i natrafiamy w środku na przyjemne w dotyku karty z przeuroczymi grafikami. Każda jedna jest cudna i nie dam sobie wmówić niż innego. Zasady są banalnie proste i w sumie podobne do MtG, tylko prostsze. Nie będę ich dokładnie tłumaczyła bo szkoda czasu i energii.

Wszystkie są urocze, nie mogę się zdecydować na ulubioną kartę
Pomówmy zatem o odczuciach! Losowość jest dosyć duża oczywiście, jak w wielu grach z mechanizmem dobierania kart. Z drugiej strony kolorowa, imprezówka z rogatymi zwierzątkami nie musi być ukoronowaniem euro ;) Mi osobiście to nie przeszkadzało a unikalne moce magicznych jednorożców całkiem przyzwoicie pomagały z tym walczyć.

Podsumowując:
Plusy - grafika, prosta, mobilna, jednorożce
Minusy - ? Nie wiem, nie znalazłam, ale jestem otwarta na dyskusje.


Przy okazji, jako, że znów zbliża się sezon wykopaliskowy wpisy mogą zacząć pojawiać się rzadziej, ale mam nadzieję, że przywiozę z ekspedycji wiele ciekawych przemyśleń o planszówkach z minionych czasów. A może macie jakieś o których chcielibyście się czegoś więcej dowiedzieć? Dajcie mi znać :)

Rarianna

poniedziałek, 5 marca 2018

FLUXX - gra o... jakichś zasadach


Ostatnio było edukacyjnie, więc dziś imprezowo. Fluxx to dumny laureat (roku 1999) nagrody przyznawanej przez Mensa International dla naprawdę wyjątkowych gier. Co roku wybierają tylko 5 tytułów, więc konkurencja jest zażarta. Nie zawsze są to gry logiczne, ale zwycięzcy muszą zmuszać do myślenia.
Karty, które obracają grę do góry nogami ^^

Tak jest też z tą grą. Nie jest to pozycja strategiczna, nie ma długofalowego kombinowania i dumania jak rozporządzić zasobami, rozegrać akcje lub które terytorium zdobyć. JEDNAKŻE nie można odmówić grze zmuszania do pomyślunku. Zasady zmieniają się szybko i często. Prawdziwym wyzwaniem w grze jest szybka adaptacja do nowych warunków. Z tego tytułu jak najbardziej gra zasłużyła na swoje wyróżnienie.


Same karty - jak to karty - są w standardowym rozmiarze i gładkie. Grafiki przyjemne i kolorowe. Jak dla mnie perfekcyjna pozycja do wrzucenia w torbę bądź plecak na wyjazd. Tym ciekawsze, że można dowolnie łączyć z dodatkowymi taliami, które czasem ciekawie komplikują grę (Fluxx Cthulhu i Zombie). Mi się bardzo podoba i polecam grę z całego serca.

5/5

Rarianna

piątek, 26 stycznia 2018

SKULL - blef wśród czaszek i kwiatów


W związku z tym, że karnawał trwa w najlepsze prezentujemy imprezową grę w klimacie kwiatów, czasek i blefu. Czy uda Ci się wygrać licytację? A może weźmiesz resztę graczy na wyniszczenie? Jak dobry jest Twój pokerface?


Gra od 3 do 6 graczy. Każdy zestaw ma inny rewers, czaszkę oraz kwiaty. Bardzo podoba mi się wykonanie tej gry. Grafiki są śliczne, żetony porządnie wykonane a tokeny zwycięstwa w licytacji są drewniane, co dla mnie zawsze jest plusem. Cała rozgrywka mieści się w sugerowanym czasie. Ostatnio często ze znajomymi siadaliśmy do ambitnych tytułów, więc Skull nie dość, że były fajną odskocznią to jeszcze dobrze zrobioną.


Krótko, bo naprawdę nie ma się nad czym rozwodzić. Skull jest proste i przyjemne a do tego ładne. W dodatku tanie! Bierzta i grajta, bo warto <3

#TeamVikingSkull

poniedziałek, 30 października 2017

TABLUT - ludowa gra Lapończyków


Dawno nie było nic edukacyjnego, więc pora na trochę etnografii! Tablut, czyli ludowa gra planszowa Lapończyków dla 2 graczy. Pierwszy raz wspomniana przez Karola Linneusza w XVIII wieku i jest najlepiej udokumentowaną grą ze swojej rodziny (tafl). Popularna w regionie wpływów Wikingów, Celtów i Germanów.

Plansza to kwadrat z kratownicą 9x9 na której ustawiamy 16 czarnych pionków o 9 białych. Jeden z białych jest charakterystyczny - to król. Środkowe pole, na którym startuje król zwane jest konakis (z lapońskiego tron).

Grę rozpoczynają biali a gracze ruchy wykonują naprzemiennie. Wszystkie piony poruszają się jal wieże w szachach. Nie można stawać ani przechodzić przez pole tronowe. Bicie następuje przez oflankowanie piona pionowo lub poziomo. Nie ma ruchów samobójczych, zatem bezpiecznie można wejść między dwa piony przeciwnika. Króla okrążyć trzeba z 4 stron lub z 3 przy polu tronowym.


Zwycięstwo przypada białym gdy uda im się wyprowadzić króla przez krawędź planszy. Gdy dojdzie do sytuacji, że ma taką możliwość musi oty m zasygnalizować mówiąc 'raichi'. Coś jak szach. Gdy ma możliwość dosięgnąć dwóch krawędzi mówi się 'tuichu' - odpowiednil mata.


Są oczywiście jeszcze dodatkowe warianty w tej grze. 1) na polu tronowym nie wolno stawać, ale wolno przez nie przechodzić; 2) król nie bierze udziału w biciu; 3) białe by wygrać muszą zająć jedno z pól narożnych, czyli pozostałe zasady jak w hnefetaflu, przy tym polu król jest bity z dwóch stron.

Miłej gry! :)

Rarianna

piątek, 27 października 2017

AGE OF WAR - samurajskie kostki


Feudalna Japonia to klimat, który zjednuje sobie wielu oddanych fanów. Tym bardziej jestem w stanie wyobrazić sobie reakcję fanów na wieść, że sam Reiner Knizia zaprojektował tę grę.

Malutkie pudełeczko z samurajskim generałem być może nawet shogunem zawiera... Kilka kostek i kilkanaście kart. Kwadratowe karty zilustrowane japońskimi zamkami o ikonograficzną instrukcją o tym jak można je zdobyć w bitwie. Dokładniej o zasadach można poczytać tutaj. Gra jest wydana po angielsku to pozwoliłam sobie przetłumaczyć instrukcję. Kostki to zwykłe k6 z autorskimi symbolami.

Matko, matko, matko... Bardzo istotna losowość, decyzyjność gracza ogranicza się do wskazania palcem zamku przy którym kostki będą decydować. Kolejna nudna pozycja z kategorii push your luck. Nie jestem fanką takich gier, bo mnie najzwyczajniej nudzą. Interakcja niby jakaś jest, ale znikoma. Krótka, mobilna, tania gra, ale znalazłabym ciekawsze pozycje, które można zabrać na wyjazdy.


Nie polecam, nie zachwycam się, ale chętnie wysłucham jakiś kontrargumentów. Być może pomożecie mi nauczyć się lubić takie gry. Ja mówię: meh.

Rarianna

piątek, 20 października 2017

KORSAR - do żagli majtku, arrrr



 Bitwy na morzu, przejmowanie statków i bogate łupy. Wokół tego kręci się pirackie życie a w tej grze również cel graczy. Kto okaże się najlepszym piratem i przejmie najwięcej statków?

W powyższym małym, niepozornym pudełeczku znajdujemy talię kart z statkami handlowymi, kapitanami i ich flotą, która posłuży za argument przetargowy podczas przejmowania statków z ich dobytkiem. Karty mają taką kredową (?) - tak się chyba nazywa ten typ- fakturę. Są połyskliwe, ale nie idealnie gładkie. Bardzo mi się podobają. Na zdjęciach niestety tego nie widać, musicie mi zatem zaufać, że są ładne.

Przechwytywanie statków polega na zaangażowaniu w jego abordaż jak największej ilości punktowej statków niż inny gracze. Wyjątkiem jest postawienie admirała, który sam jeden zdobywa statek od razu bo tak (nie pytajcie skąd admirał wśród piratów, widocznie kariera mu nie poszła). Postawione statki zostają zużyte, zdobyty statek wnosi nam tyle bogactwa, ile wartość punktowa na nim zapisana nam mówi. Proste? Proste. To taki typ gry. Familijna rozrywka na 10 minut partię, maksymalnie 3 partie pod rząd.

Dla mnie jest ona trochę nudna. Losowość odgrywa tu bardzo istotną rolę (jakie statki uda się dobrać, jakie akurat wypłyną na morze statki, które można obrabować) - więc gra ogranicza się trochę do ogrywania tego, co zaoferuje nam los. Nie ma też za bardzo interakcji między graczami. To znaczy, owszem,  ścieramy się o statki handlowe, ale robimy to nie miedzy sobą tylko zagrywając kolejne karty na tych statkach. Nie ma możliwości zadziałania bezpośrednio na gracza.


Zatem podsumowując, jest to gra z prostą mechaniką, dużą losowością, małą interakcją (ale też pozbawioną przez to złej interakcji) w pakownym pudełku. Na imprezową się nie nadaje, jest tylko do 4 graczy. Ale może na rodzinną krótką rozgrywkę, na wycieczkę lub dla dzieci byłaby dobra. Dałabym jej parę plusów w kategorii dla lightowych graczy lub dopiero początkujących. Nie moje klimaty, ale jeśli lubicie łagodne karcianki to jest to pozycja dla was.

Rarianna





poniedziałek, 16 października 2017

DOBRY GLINA, ZŁY GLINA - wykryj kreta




Imprezowa, dynamiczna gra karciana, gdzie ścierają się dwie frakcje. Dobrych gliniarzy i sprzedawczyków, którzy pracują dla mafii. Którzy zwyciężą? Kto zostanie wyeliminowany - Herszt czy Komisarz?


Liczba graczy oscyluje w granicach 4-8. Jesteśmy podzieleni na dobrych i złych gliniarzy (karty tożsamości są oczywiście tajne). Fajnie wymyślona jest koncepcja jak się określa przynależność. Dostajemy trzy karty tożsamości i dołączamy do frakcji, której więcej kart mamy na ręku. Przy czym jak ktoś nas będzie chciał wyeliminować to ciągle pozostaje opcja blefu z odsłonięciem tej jednej innej karty. Gra polega na wyeliminowaniu drużyny przeciwnej w całości lub zabiciu ich szefa. Rozgrywka jest zaplanowana do 10 minut, zwykle tyle mniej więcej faktycznie trwa. Chodź zdarzały się i dłuższe, ale był to raczej wynik naszego heheszkowania w trakcie niźli samej gry.


Karty są standardowo wykonane, grafiki mi się podobają. Przywodzą mi na myśl stare komiksy lub serial Archer. Nie jest to dokładnie ta sama kreska oczywiście, ale skojarzenia pozostają. Biorąc pod uwagę jak cyniczny był to serial uważam, że doskonale ta stylistyka odnajduje się w grze o konfrontacji złych i dobrych gliniarzy. Losowość wpływa na grę w stopniu umiarkowanym, interakcja jest bardzo duża (w końcu chcemy się wzajem pomordować! To zbliża ludzi). Gra jest na tyle prosta i pakowna, że bez problemu można to zabrać na wyjazd, na imprezę lub nudny wykład,ale csiii,tego ostatniego wam nie mówiłam.

Rarianna

P.S. Relacja z warsztatów będzie później :)

piątek, 25 sierpnia 2017

PIĘĆ OGÓRKÓW - dobre, bo ogórkowe


Pamiątka z tegorocznych Zakonek, bardzo dziękujemy sponsorom za wsparcie! Pięć ogórków można było zdobyć jako jedną z nagród w turnieju Hnefetafla (niebawem opiszę tę starożytną grę). A tymczasem przyjrzyjmy się tej sympatycznej karciance.


W małym pudełeczku kryje się talia kart z numerami od 1 do 15. Zagrywamy karty by zdobywać lewe. Tylko ostatnia lewa w rundzie jest niefajna i kto zdobędzie siódmą, łapie karne ogórki. Przegrywa ten, kto zgromadzi 5 ogórków. To wszystko. Możecie już grać. Bawcie się dobrze ;)
Gra jest banalna i ma baaardzo istotny czynnik losowości.Zasady są tak ustawione, że niemal wszystko zależy tylko od początkowego szczęścia w rozdawaniu kart. Przy większej ilości graczy trochę się to niweluje, ale bardzo nieznacznie. Przy grze na dwie osoby to właściwie nie ma znaczenia jak gramy, zależy co dostaniemy. Nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić. Z drugiej strony, to klasyczny przykład 'game of chance'. Tak samo jak kościane gry typu zombie dice, cthulhu dice, świńska gra czy dungeon roll. To nie jest ambitny tytuł. To jest przyjemny tytuł. Dla dzieci to sympatyczna pozycja a znaczniki są przeurocze. Dla dorosłych? No cóż, partia błyskawiczna, zabawna i ogórkowa. Jako przerwa między bardziej absorbującymi umysł pozycjami? Doskonała! Przez swój rozmiar i masę świetnie też nada się jako podróżna gra do pociągu lub na lotnisko. Gra dopiero weszła do naszej kolekcji a jestem przekonana, że pojedzie z nami na wiele wypadów.


Rarianna

niedziela, 29 stycznia 2017

ABALONE - czyli gra z podróży


Na dziś przygotowałam pozycję, która stała się moją pamiątką z pobytu na Ukrainie. W uroczym wesołym Cthulhu oprócz ciastek, herbaty i miłego klimatu był oczywiście sklepik, gdzie po przepłaceniu ;) można było kupić sobie grę. Normalnie staram się racjonalnie dysponować środkami. Może to wydanie podróżne, może fakt, że całym sercem popieram inicjatywę antykafejki a może fakt, że bardzo trudno mi było znaleźć jakiekolwiek sklepy z grami na mieście sprawił, że zostałam posiadaczką Abalone - gry logicznej.


Gra polega na spychaniu kulek przeciwnika do rynny okalającej planszę. W wersji mobilnej gra jest wyposażona w pokrywkę, która utrzymuje kulki na swoim miejscu. Zatem jeśli okoliczności zmuszą do przerwania rozgrywki nic nie stoi na przeszkodzie by powrócić do niej w dokładnie tym samym momencie tylko w bardziej sprzyjającej sytuacji.

Warto zauważyć, że gra w '90 roku została wyróżniona przez stowarzyszenie Mensa a we Francji zyskała miano gry roku. Gra umiliła mi wielogodzinne przejazdy pociągami (w Rosji i na Ukrainie 16 godzin w pociągu to przejażdżka a nie podróż). Jest lekka i wytrzymała. Gra ma zerową losowość, więc spodoba się wszystkim, którzy lubią kombinować. Polecam! 5/5

Rarianna



czwartek, 15 grudnia 2016

Kotobirynt



Urocza, logiczna gierka familijna. Pomóż samotnym kotkom znaleźć kochających opiekunów! <3

Układamy kwadrat 5x5 kart kanałów, na jego obrzeżach ustawiamy dwóch opiekunów i dwa kotki. Naszym zadaniem jest takie obracanie kart kanałów lub przesuwanie całych ich rzędów by utworzyć połączenie między człowiekiem a kotem. W ten sposób kotek znajduje dom - dostawiamy nowego pole dalej oraz przesuwamy opiekuna.

Mechanika jest bardzo prosta, wytłumaczenie tego dzieciom nie sprawi żadnych trudności a konieczność pokombinowania czasem sprawi, że i dorośli będą mieli fun z rozgrywki. Karty są ulokowane w metalowej puszce, zatem transportowanie gry stanie się łatwe i bezpieczne. Trochę to plastykowe wypełnienie mi nie leży, bo mam wrażenie, że z czasem się wyślizga i puszka może się samoistnie otwierać, ale poczekamy - zobaczymy.



Urokliwe grafiki kradną serce, w każdym razie moje. Kotek balerina, kotek wampir, smutny, tłusty kotek. :D czysta perfekcja ;)
Pojedyncza rozgrywka jest krótka i wesoła. Nie mam oporu by grać w to kilka razy z rzędu, nawet nie jako przerywnik a pełnoprawna pozycja wieczoru gier.

Podsumowanie:
Plusy: prosta, przyjemna, interakcja, ładnie wydana, kotki
Minusy: na pewno jakieś są, ale mi się gra ogólnie podobała, polecam stanowczo

Rarianna

środa, 7 grudnia 2016

Munchkin Legendy


Zbliżają się święta a wraz z nimi okazja na wiele chwil spędzonych w miłej, rodzinnej atmosferze... Zatem by nie było zbyt słodko, proponuję wyciągnąć Munchkina i pokazać jak to się robi w lochach! 

Gry Munchkin nie trzeba nikomu przedstawiać. To, co mamy wyżej to dodatkowa talia, która urozmaica rozgrywkę o nowe potwory, przedmioty i towarzyszy. Może stanowić samodzielną podstawkę i służyć do gry, jednak im ciekawiej połączymy talie, tym weselej. Osobiście polecam z Munchkin z Karaibów.


Tematyką tych kart są legendy. Jednak nie tylko, mamy tu cały szereg wierzeń, straszydeł, elementów folkloru czy nawet creepy pasty w postaci Slendermana! Zawsze miałam słabość do takiej tematyki, zatem według mnie jest to świetna podstawka. Nie wprowadza żadnych nowych rozwiązań mechanicznych, nie urozmaica gry o karty innego typu jak to mamy np. w Munchkinomikonie, ale ciągle zasługuje na godne miejsce w rodzinie Munchkina.

Rzuć w nich kamienia! 

Na prawdę krótko, bo nie ma nad czym się rozwodzić. Gra jest dobra sama w sobie (bo klasyka) jak i dodatek do istniejącej talii (bo stylistyka). Zatem jesteśmy w klasycznej sytuacji typu win-win. My będziemy grać w święta, a Wy?

Rarianna

czwartek, 1 grudnia 2016

Złodzieje


Niedawna premiera na polskim rynku ze strony wydawnictwa Rebel - Złodzieje. Wcielamy się w szajkę złodziei, którzy próbują zgarnąć jak największy łup. Jednak nie dajcie się zwieść! To nie jest gra kooperacyjna. W półświatku każdy sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem ;)

Mechanika należy do jednej z banalnych. Całość akcji gracza sprowadza się do dobrania kart do czterech na ręku i zagranie jednej, chyba, że karta zagrana lub dobrana mówi inaczej. To już wszystko. Proste, prawda? Wspomniałam, że to nie jest gra kooperacyjna? Podrzucaj łup kolegom a potem wywołaj policję. Kładź przed sobą dużo kart i czekaj by ktoś chciał Cię wrobić przed pościgiem tylko po to, by pokazać, że większość z nich to puste worki (policja zawsze zgarnia gracza w największą wartością łupów). Blefuj, kombinuj i baw się dobrze :)


Karty są trochę cienkie. Nie jest to ten standard, do którego przywykliśmy, kupując produkty u Rebela, ale dobre koszulki i ostrożne tasowanie i tak gwarantuje wiele udanych rozgrywek. Ostatecznie gra jest tania, a to nie mały plus, prawda? Podobają mi się rysunki. Szata graficzna nie odbiega od założeń oryginału. Mały rozmiar i nieprzesadzone pudełko umożliwiają wożenie grę ze sobą jako formy zabicia czasu w podróży. Ze mną pudełko zdążyło zrobić dwie trasy i już jest porysowane (może to zawartość torebki, może jakość wydania :P), ale jak ktoś nie jest purystą to nie powinno mu to przeszkadzać.

Podsumowując:
plusy - ładne, tanie, proste
minusy - delikatne
Ja jestem zadowolona z zakupu :)

Rarianna

środa, 16 listopada 2016

Zgadnij kto to?



Niedawno było Essen, fala nowości zalała nas mocą tytułów i oczywiście też jestem pod wrażeniem Kanagawa lub Fields of Green. Ale przeglądając kolekcję odkryłam, że kurzy się stara perełka jaką jest Zgadnij kto to?

O matko, pamiętam jak pierwszy raz grałam w tę Zgadnij kto to. Perfekcyjna dla dzieci, pomagała uczyć się zadawać pytania umiejętnie, myśleć analitycznie i przy okazji dawała dużo radości. Oczywiście stara wersja gry była marnie zbilansowana. Jak wylosowało się kobietę to wiadomo, że szybko zgadną. My wprowadziliśmy home rule, że o płeć się nie pyta.



Jest też jedna z pierwszych gier podróżnych. Oba plastykowe stelaże można było ze sobą złączyć, dzięki temu gra stawała się łatwa do spakowania i zabrania na wakacje. Gdzie często z nami jeździła ;) Małe wymiary gwarantowały też możliwość grania w samochodzie, zatem szczególnie długą i uciążliwą podróż rozpraszały pytania: czy ma okulary? Czy jest uśmiechnięty?

oryginalne opakowanie - nostalgia mocno

Obecnie na rynku jest dostępna cała wersja alternatywnych wersji tej gry. Trochę jak z monopolem, prawda? Dlatego mamy księżniczkowe zgadnij kto to, zgadnij kto to z my little pony, wersja elektroniczna nawet! Nowe szaty graficzne opierają się tylko na konsekwentnym wyciąganiu pieniędzy, elektroniczna jest śmiesznym urozmaiceniem, ale nie wzbogaca istotnie rozgrywki. Niemniej lubię tę grę, a jak widać na zdjęciu, w przerwie pomiędzy intensywną sesją Dawno, dawno temu z przyjemnością znalazłyśmy czas i wolę by rozegrać coś z czasów naszego dzieciństwa.

Rarianna

środa, 19 października 2016

Kości Zombie


Po takiej przerwie mogłabym powrócić z jakąś ambitniejszą pozycją, ale skoro jest fajne to czemu nie?
Zombie dice to banalna gra kościana jakich wiele (by nie szukać daleko - świńska gra), polegająca na testowaniu własnego szczęścia. Jak to zombie mają w zwyczaju masz smaka na mózg. Bierzesz zatem pulę kości i rzucasz by sprawdzić ile udało Ci się ich... No, powiedzmy znaleźć. Każdy mózg na kostce to 1pkt, stópki to ofiary, które Ci uciekły, wybuchy to strzały, które na siebie przyjąłeś. Uważaj! 3 strzał oznacza head shota i wiąże się z końcem kolejki dla Ciebie!

Jak widać zasady są proste, gra jest ładnie wykonana (zielone mózgi kojarzą mi się z liśćmi sałaty, może warto zrobić vegan dice?). Całość jest bardzo kompatkowa, dzięki temu zdobywa rangę mobilna do tego jeśli zacznie się grać na wafelki, to potrafi wzbudzić niemałe emocje!
sałata mózgowa, choć tu wygląda na żółtą

Jej głównym minusem jest duża losowość. Lubię gry gdzie wygrana nie zależy w tak dużej mierze od ślepego fartu. Nie jest to must have, ale lekka pozycja, przerywnik, który może urozmaicić naszą kolekcję.

Rarianna

czwartek, 23 czerwca 2016

Czarne historie: Boże Narodzenie


Drodzy Państwo, czarne historie to bardzo specyficzna gra narracyjna, która mnie osobiście urzekła. Oczywiście bardzo niepokoi mnie stan zdrowotny osoby, która to spisywała, mam nadzieję, że jest pod stałą opieką psychologa ;P

Pokrótce o co w tym chodzi? Jedna osoba ciągnie kartę i zapoznaje się z historią opisaną na odwrocie. Następnie reszcie graczy pokazuje grafikę z tytułem i zdaniem/ dwoma podsumowania. I tu zaczyna się zabawa. Gracze zadając zamknięte pytania, na które można odpowiadać tylko tak lub nie muszą dojść jak dokładnie potoczyła się opowieść. Reguły jeszcze uwzględniają odpowiedzi w stylu: odpowiedź na to pytanie nie wniesie nic do historii oraz odpowiedź na to pytanie może skłonić do błędnych wniosków. Według mnie jest to jedna z lepszych gier logicznych sprytnie przebrana w imprezową otoczkę.


W zestawie dostajemy 50 kart z historiami, każda jest ozdobiona specyficznym rysunkiem. Wszystko zamknięte w poręcznym opakowaniu, z którego karty możemy wyjmować a nie wysuwać tak, jak w tradycyjnych taliach. Nie wiem jak Was, ale mnie to zawsze irytowało. Drobny szczegół, ale pudełko się wtedy odkształcało, czasem można było uszkodzić karty.
W każdym razie w moim gronie czarne historie spotkały się z pozytywnym odzewem. Pojechały z nami na dwa wyjazdy, bo również należą do kategorii gier, które są małe i lekkie, więc można je nosić ze sobą w podręcznym.

Ale by nie było, że jest to gra bez minusów (bo czy ktokolwiek zna taką?) to problemem może być repetywność grania w to. Z jedną ekipą długo się nie pogra, bo to jednak tylko 50 historii. Jeśli macie stałą ekipę a Wam się spodoba to szybko trzeba będzie dokupić inne części by mieć nowe karty. Co samo w sobie nie jest dużym problemem, jednak warto zwrócić na to uwagę. U nas jak zeszliśmy z całości gra miała swoje wielkie ponowne wejście dopiero gdy była okazja zagrać z inną ekipą.

sprytnie upchnięte w torebce

Niemniej jednak polecam, bo pieniądze nieduże a daje okazję puścić wodze fantazji.

Rarianna

P.S. Przy okazji informuję, że wyjeżdżam na miesiąc, więc nowe notki mogą być z opóźnieniem lub nieregularnie. Liczę na wyrozumiałość :)