Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościane. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 października 2017

AGE OF WAR - samurajskie kostki


Feudalna Japonia to klimat, który zjednuje sobie wielu oddanych fanów. Tym bardziej jestem w stanie wyobrazić sobie reakcję fanów na wieść, że sam Reiner Knizia zaprojektował tę grę.

Malutkie pudełeczko z samurajskim generałem być może nawet shogunem zawiera... Kilka kostek i kilkanaście kart. Kwadratowe karty zilustrowane japońskimi zamkami o ikonograficzną instrukcją o tym jak można je zdobyć w bitwie. Dokładniej o zasadach można poczytać tutaj. Gra jest wydana po angielsku to pozwoliłam sobie przetłumaczyć instrukcję. Kostki to zwykłe k6 z autorskimi symbolami.

Matko, matko, matko... Bardzo istotna losowość, decyzyjność gracza ogranicza się do wskazania palcem zamku przy którym kostki będą decydować. Kolejna nudna pozycja z kategorii push your luck. Nie jestem fanką takich gier, bo mnie najzwyczajniej nudzą. Interakcja niby jakaś jest, ale znikoma. Krótka, mobilna, tania gra, ale znalazłabym ciekawsze pozycje, które można zabrać na wyjazdy.


Nie polecam, nie zachwycam się, ale chętnie wysłucham jakiś kontrargumentów. Być może pomożecie mi nauczyć się lubić takie gry. Ja mówię: meh.

Rarianna

czwartek, 20 lipca 2017

Dice Brewing – jak uwarzyć dobre piwo?


Po zdecydowanie za długiej i nie do końca planowanej przerwie, wracam do pisania. Jako, że wracam świeżo z wykopalisk, to przyjrzymy się grze, która najlepiej oddaje urok życia w obozie. Dice Brewring to anglojęzyczna gra kościana,w której mamy za zadanie wycraftować dobre piwa.


Na wstępie pragnę uspokoić – angielski nie jest istotną częścią gry. Wszystko jest ładnie graficznie rozpisane, więc po pierwszym czytaniu instrukcji ze zrozumieniem, można sobie sprawnie przypominać obowiązujące reguły na podstawie obrazków. Co do reszty... Cóż, jest to gra kościana, więc nikogo nie zaskoczę, pisząc, że istotnie jest tu wiele kolorowych kostek. Ich barwy mają znaczenie w grze, stanowią m.in. zróżnicowanie składników w naszych piwach. Jedna plansza przypominająca ruchy i mini plansze dla graczy - ładnie, kolorowo wydane. Ich podstawowym plusem jest wcześniej wspomniana czytelność. Bardzo pomagają uporządkować działania w turze.


Jest to bardzo losowa gra. W końcu jej głównym silnikiem, generującym postępy, są rzuty kośćmi. Posiada pewne elementy planowania, jak chociażby rodzaje ulepszeń i patentów, które można dokupić do swojego browaru. Osobiście wolę gry, w których mam większy wpływ na postępy. Innymi słowy: lubię wiedzieć, że przegrana wynika z tego, że nie pomyślałam a nie z wyroku fortun ;) Pomijając ten element dobrze się bawiłam, grając w nią. Nie jest zbyt krótka, ani szczególnie złożona, a tematyka sprawia, że gra staje się dobrą pozycją imprezową.

I choć gra nie zajmuje najwyższego miejsca w moim osobistym rankingu to polecam ją na lżejsze granie lub dla początkujących graczy :)


Rarianna

środa, 19 października 2016

Kości Zombie


Po takiej przerwie mogłabym powrócić z jakąś ambitniejszą pozycją, ale skoro jest fajne to czemu nie?
Zombie dice to banalna gra kościana jakich wiele (by nie szukać daleko - świńska gra), polegająca na testowaniu własnego szczęścia. Jak to zombie mają w zwyczaju masz smaka na mózg. Bierzesz zatem pulę kości i rzucasz by sprawdzić ile udało Ci się ich... No, powiedzmy znaleźć. Każdy mózg na kostce to 1pkt, stópki to ofiary, które Ci uciekły, wybuchy to strzały, które na siebie przyjąłeś. Uważaj! 3 strzał oznacza head shota i wiąże się z końcem kolejki dla Ciebie!

Jak widać zasady są proste, gra jest ładnie wykonana (zielone mózgi kojarzą mi się z liśćmi sałaty, może warto zrobić vegan dice?). Całość jest bardzo kompatkowa, dzięki temu zdobywa rangę mobilna do tego jeśli zacznie się grać na wafelki, to potrafi wzbudzić niemałe emocje!
sałata mózgowa, choć tu wygląda na żółtą

Jej głównym minusem jest duża losowość. Lubię gry gdzie wygrana nie zależy w tak dużej mierze od ślepego fartu. Nie jest to must have, ale lekka pozycja, przerywnik, który może urozmaicić naszą kolekcję.

Rarianna

czwartek, 17 marca 2016

Story cubes: Strachy

 

Omówimy dziś dodatek do gry/ zabawki Story Cubes. Podobnie jak podstawka tak i to jest kościaną grą narracyjną. Jak widać, nie mam szczęścia do Kostek, bo jak tylko je wyjęłam to pies poczuł zaburzenia mocy w pokoju (może go wystraszyły - w końcu taki zestaw!) i postanowił je pogryźć. dlatego zdjęcie pudełeczka sfatygowane, choć same kostki nie ucierpiały (plusy dla producenta!). Pominę kwestie walorów całej gry, postaram się skupić tylko na tym co wnosi dodatek.


A są to 3 kostki z wizerunkami kojarzącymi się z szeroko rozumianą tematyką grozy. Znajdziemy tu klasyczne mózgi i zombie, szalonych naukowców, pająki, ale i moje ulubione drzwi za kryjące Lovecraftowskiego stwora, którego macki wolno, acz nieubłaganie suną po podłodze by dotrzeć do drżącej postaci, czekającej na nieuniknione spotkanie z plugastwem, które na zawsze zmieni jej umysł... O to właśnie chodzi w story cubesach, coś wspaniałego. Genialny dodatek!  Poprzednio głównie doceniałam walory edukacyjne przy nauce języków obcych (ćwiczenie mówienia, poszerzanie słownictwa itd). Tym razem chciałabym również zwrócić uwagę, ile zabawy może nieść snucie opowieści grozy, ciemną nocą na obozie z dala od innych żyjących....


Dodatkowo, czasem podczas prowadzenia sesji, zdarza się, że na szybko potrzebujesz legend i bajań ludowych. Wtedy wykonujesz taką trójeczką tajny rzut (kaseta, brama, ręka) i masz starożytny zapis na pergaminie cienkim jak szansa na przeżycie, o zamczysku gdzie gniazdo mają poczwary nieumarłe, co miejscowych nękają. Ot, generator straszydeł sobie w ten sposób zapewniamy! Sprytne? Sprytne.

Pomijając moje koszmarne opakowanie, warto zwrócić uwagę, że kostki są w wygodnej plastykowej, lekkiej szynie. Zapewnia to ogromną łatwość przenoszenia. Dzięki rozmiarom są świetne na wyjazdy, gry w terenie i ogólni podczas przenoszenia. Ja nie żałuję zakupu. Urozmaiciło nam to prowadzenie lekcji, bo jednak daje to mnóstwo nowych wątków do poruszenia, historii do opowiedzenia i tekstów do napisania. Co jest dla mnie najważniejsze, że gimnazjalista reaguje pozytywnie gdy to wyciągam z torby (a skoro gimnazjum to zaakceptowało - to musi być coś na rzeczy!). :)

Rarianna

środa, 23 grudnia 2015

Kości Cthulhu


Miałam już nie pisać w tym roku, miałam odpoczywać, miałam jeść ciastka, głaskać psa i oglądać Kevina...I zrobię to wszystko zaraz po tym jak opiszę Was zabawną gierkę Kości Cthulhu. Gra jest prostsza niż konstrukcja patyka. Mamy parę symboli jak: macka, żółty znak, oko, Cthulhu i z każdym wiąże się jakaś "operacja" na znacznikach świadomości (tych ślicznych kamyczkach). Albo możesz zabrać komuś, ale musisz oddać, albo pobierasz z puli, ale tracisz do puli ogólnej. Już, wot cała gra!
W grze jako główne zadanie jest oszaleć jako ostatnia osoba, zaczynamy z trzema kamyczkami i liczymy, że nie utracimy ich za szybko - jest to gra bardzo losowa, w założeniach jest od 2 osób, ale tak nie działa fajnie, najlepiej się gra od 4. Dopiero w takiej grupie mamy możliwość wyboru chociaż z kim wchodzimy w interakcję ;) Co do sposobu w jaki gra została wydana to jak widzicie mamy ładną kostkę z symbolami (nie ma wyboru kolorów - wszystkie są czerwone i dobrze, to świetny kolor przy zielonkawej grze) a do tego perłowe znaczniki poczytalności. Są ta klasyczne szklane paciorki, jakie występują i w innych grach jak Kalaha, uważam je za ładne i wytrzymałe, więc mają u mnie plusa. Za to minusem jest całe opakowanie.
Można albo trzymać grę w plastyku, w którym była zapakowana, albo postarać się upchnąć wszystko (instrukcję, kostkę i znaczniki) do załączonej torebki strunowej. Ja póki co trzymałam to w plastyku, ale ostatecznie kupiłam sobie materiałową saszetkę ze znakiem starszych bogów i tam przerzuciłam zawartość. Nie jest to oczywiście na tyle istotna wada by skreślać grę.
Kości Cthulhu świetnie sprawdzają się jako gra imprezowa ze względu na swoją znikomą złożoność i krótki czas pojedynczej rozgrywki. Bardzo fajne jako przerywnik, gdy sprząta się jedną poważną pozycję a kolejna dopiero rozstawia. Plus ich rozmiar i ciężar sprawiają, że bez oporów wrzuca się je do bagażu podręcznego by rozegrać sobie parę partii na wycieczce.
Gra jest warta kupna, nie jest droga, ale potrafi sprawić dużo przyjemności. W dodatku wiąże się z uniwersum Lovecrafta, którego jestem niezmiennie fanką, zatem mogę nie być w pełni obiektywna ;)
Dla mnie to był obowiązkowy zakup. Grajcie i starajcie się przetrwać kontakt z Przedwiecznym, może Wam się uda.

Rarianna
P.S.
Jeśli podoba ci się gra wejdź tutaj.

P.S. 2
Korzystając z okazji chciałabym życzyć wszystkich wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku. Oby 2016 był równie udany jak ten, który nam się właśnie kończy! :)
A na deser mój ulubiony asystent przy wszystkich grach ;)

Tami

piątek, 29 maja 2015

Story Cubes



Story cubes to w moim odczuciu kościana wersja Dawno, dawno temu (pisałam o tej grze o tutaj) tylko ze znacznie mniejszą interakcją między graczami. Jednak póki co więcej o tym, co otrzymujemy!


W małym, poręcznym pudełeczku zamykanym na magnes (sic! cóż za narzucenie nowych standardów jakości! Złote gwiazdki dla pomysłodawcy!) znajduje się 9 kostek z różnymi obrazkami.  Na każdej ze ścianek jest inny symbol. Wizerunki są ryte i wypełnione kolorem, zapewnia to trwałość. Jest tam również instrukcja, ale według mnie graficzna wizualizacja na pudełku w zupełności wystarcza. Można przedstawić zasady w formie jednego zdania ;) Zabawa (ponieważ, to właściwie zabawa z zasadami niż gra) polega mianowicie na opowiedzenie historyjki, w której kluczowymi elementami są przedstawienia z kości.

Bee Happy :)

Nie ma właściwie możliwości wzajemnego przerywania sobie lub wtrącania swojej narracji. Należy grzecznie poczekać na swoją kolej. By być fair przyznaje, że jest przewidziany tryb egipskich opowieści, gdzie kolejni uczestnicy uzupełniają jedną, wspólną narrację.


Zabawa sympatyczna, aczkolwiek brak mi smaczku rywalizacji z innymi graczami. Dawno, dawno temu jest pod tym względem lepsze, choć przyznaję, ze story cubes jest wygodniejsze w transporcie (to pudełeczko z magnesem!). Jednak niepodważalna zaleta SC to ich funkcja przy nauce języka. Jak to dynamizuje lekcje! Dzieci chętnie uczestniczą w zabawie niż w sztywnych czytankach i sztampowych dialogach z podręczników. Co będę ukrywać... Sama rzuciłam parę razy kością tylko po to by odrdzewić swój rosyjski.


Мне это очень нравится ;)

 Kostka na kostce - kostkocepcja!

SAD PART
Kostki zabrałam w torebkę do miłego lokalu w Warszawie i niestety zostały na stole :< Powrót i wszczęcie dochodzenia nie pomogło i kostki przepadły. Jeśli ktoś był 23 maja w Eat me Drink Me, albo wzruszony moim smutnym losem chciałby mi sprezentować/oddać nowy zestaw to chętnie przyjmę.


Rarianna

wtorek, 5 maja 2015

Dungeon Roll



Na dziś przygotowałam grę kościaną Dungeon Roll. Nie wydawana w Polsce jeszcze, choć importowana. Innymi słowy można ją kupić,  choć w wersji angielskiej.

EDIT: Wrzuciłam pełne tłumaczenie instrukcji by me. Jest na górze głównej strony jako osobna strona. Mam nadzieję, że to pomoże w cieszeniu się tą grą. :)

Teraz do rzeczy.  Pudełko to mała skrzynia na skarby. W środku mamy instrukcje, karty ze ściągawkami, karty postaci, 7 czarnych kości (na ścianach są wizerunki przeciwników, skrzyni oraz eliksiru - ot klasyczne wyposażenie każdego szanującego się lochu). Tymi kośćmi rzuca Mistrz Lochu, generując w ten sposób przygody dla bohatera. Ten natomiast ma 7 białych kostek (5 różnych klas towarzyszy i zwój). Ostatnia kość to duża k10 pokazująca, który poziom lochu udało Ci się zgłębić - na 10poziomie czeka się smok!



Na czym polega gra? Losujemy kartę postaci, każda klasa ma swoją specjalnośc umiejętność wypisaną na karcie. Następnie rzucamy białymi kośćmi i w ten spodób formujemy drużynę i o ile nasza postać nie ma specjalnej możliwości pozwalającej przerzucać kości - możesz już zaczynać grę. Druga osoba bierze czarne kości i to, co wyrzuci będzie Twoim wyzwaniem w tym pomieszczeniu lochu. Jak widać zasady są bardzo łatwe do przyswojenia. Można szybko je wytłumaczyć, co umożliwia rozegranie partyjki z kimś kto jeszcze nigdy z tym tytułem się nie zapoznawał. W końcu jak można skomplikować opis gry polegającej na pokonywaniu Oozów, zgarnianiu skrzyń i żłopaniu eliksirów? ;)

Ooze pilnuje skrzyni i eliksiru <3


Osobiście bardzo lubię tę grę. Urok leży w prostocie - dzięki niej mogę bez problemu grać w nią z osobami, które w ogóle nie posługują się angielskim. Co prawda standardowa eksploracja polega na 3 wyprawach w głąb lochu, ale nie przeszkadzało nam to w sytuacji, gdy akurat mieliśmy za mało czasu na to rozegrać po jednej. Gra jest niby zaplanowana od 1 do 4 osób. Według nie najlepiej jednak wychodzi w 2 osoby, jedna jest bohaterem, druga mistrzem - nikt się nie nudzi. Jednak by być zupełnie fair to muszę przyznać, że jest to jedna z niewielu gier, gdzie tryb solowy rzeczywiście ma sens.



Kolejny plus, który zawsze namiętnie podkreślam. Gra jest mała i lekka! Można ją bez problemu wrzucić do plecaka i zabrać ze sobą na wycieczkę lub dłuższy wyjazd. Polecam, gra jet warta swojej ceny.

Rarianna