Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hasbro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hasbro. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 kwietnia 2017

TABOO - gra o tym,czego nie mówić


Dawno nie pisałam! Niestety semestr na uczelni zaczął się pełną parą a okazało się do tego, że licencjat na prawdę nie chce napisać się sam. Taki brak współpracy mnie doprawdy zasmuca!

W każdym razie na dziś coś z klasyki gier familijno - imprezowych, czyli Taboo. Nazwa oznacza coś, czego powiedzieć nie wolno, o czym się nie rozmawia. Na czym w takim razie polega taka gra imprezowa? Na mówieniu dookoła oczywiście! Poznajesz słowo i musisz naprowadzić swoją drużynę by odgadła to słowo. Łatwe? Tu się pojawia taboo, jest kilka słów, których nie możesz używać podczas opisywania tego hasła. Jak opiszesz biedronkę nie używając słów takich jak "czerwony" lub "kropki"? Dodatkowo drużyna przeciwna liczy Ci czas, więc musisz działać szybko!


Jest kilka opcji przewidzianych w instrukcji by urozmaicić rozgrywkę, więc gra ma duże szanse by często powracać na imprezowy stół. Mi się bardzo spodobała jakość wykonania. Kostka, klepsyderka, karty i piszczałka są naprawdę świetne! Co prawda piszcząca zabawka wpędza mojego psa w stan opętania demonem, więc my przerzuciliśmy się na klaskanie gdy ktoś użył błędnego słowa... I tak dobrze wykonana gra! Przy takich grach nasuwa się główne pytanie, kiedy zgrają się karty. Ile razy i na ile sposobów można opowiadać czym jest chmiel? Teoretycznie każda karta ma 4 kategorie kolorów i tasowanie wprowadza dosyć dużą losowość. Myślę, że akurat w przypadku tej gry nie musimy się przejmować repetywnością talii jak np.w tym przypadku.


Osobiste odczucia? Lubię tę grę, może bardziej ze względu na sentyment, ponieważ jest to jedna z pierwszych gier imprezowych, które rozgrywałam. Dodatkowo gry słowno - literowe należą do kategorii znajdującej się w mojej ścisłej czołówce <3 (Boggle rządzą!) Wiem, że nie jest to wybitna pozycja, ale zajmuje szczególne miejsce w moim serduszku, dlatego zachęcam byście dali jej szansę. Oferuje naprawdę wiele godzin zabawy!

Rarianna

P.S. Obiecuję wrócić do regularnego pisania, szykuję też kolejną notkę o starożytnej grze! Bądźmy w kontakcie :)

środa, 16 listopada 2016

Zgadnij kto to?



Niedawno było Essen, fala nowości zalała nas mocą tytułów i oczywiście też jestem pod wrażeniem Kanagawa lub Fields of Green. Ale przeglądając kolekcję odkryłam, że kurzy się stara perełka jaką jest Zgadnij kto to?

O matko, pamiętam jak pierwszy raz grałam w tę Zgadnij kto to. Perfekcyjna dla dzieci, pomagała uczyć się zadawać pytania umiejętnie, myśleć analitycznie i przy okazji dawała dużo radości. Oczywiście stara wersja gry była marnie zbilansowana. Jak wylosowało się kobietę to wiadomo, że szybko zgadną. My wprowadziliśmy home rule, że o płeć się nie pyta.



Jest też jedna z pierwszych gier podróżnych. Oba plastykowe stelaże można było ze sobą złączyć, dzięki temu gra stawała się łatwa do spakowania i zabrania na wakacje. Gdzie często z nami jeździła ;) Małe wymiary gwarantowały też możliwość grania w samochodzie, zatem szczególnie długą i uciążliwą podróż rozpraszały pytania: czy ma okulary? Czy jest uśmiechnięty?

oryginalne opakowanie - nostalgia mocno

Obecnie na rynku jest dostępna cała wersja alternatywnych wersji tej gry. Trochę jak z monopolem, prawda? Dlatego mamy księżniczkowe zgadnij kto to, zgadnij kto to z my little pony, wersja elektroniczna nawet! Nowe szaty graficzne opierają się tylko na konsekwentnym wyciąganiu pieniędzy, elektroniczna jest śmiesznym urozmaiceniem, ale nie wzbogaca istotnie rozgrywki. Niemniej lubię tę grę, a jak widać na zdjęciu, w przerwie pomiędzy intensywną sesją Dawno, dawno temu z przyjemnością znalazłyśmy czas i wolę by rozegrać coś z czasów naszego dzieciństwa.

Rarianna

piątek, 24 kwietnia 2015

Na dobry początek - recenzja nowej wersji klasycznej gry

Witam!
Przede wszystkim chciałabym podziękować za odwiedzenie tego bloga i zapraszam do ponownych wizyt. Będę się wypowiadała tutaj na temat nie tylko szeroko rozumianych gier planszowych, ale tez karcianek, gier kościanych, a może i jakiś systemik rpg się wciśnie. Tyle słowem wstępu a teraz przejdźmy do pierwszej gry. :)


Jaka jest gra, każdy widzi. W tym nowszym wydaniu kostki są na stałe zamknięte w urządzeniu, a mieszanie ich jest możliwe poprzez rozsuwanie nieznaczne dwóch połówek gry. Gdy połowy pozostaną znów dociśnięte poprzez skręcenie ich zaczyna odliczać się czas. Wtedy zaczyna się zabawa! Mamy 3 minuty by odnaleźć jak najwięcej słów. Wyszukujemy je dzięki łączeniu kolejnych sąsiadujących liter. Litery można również łączyć na skos. Nie można jednej kości użyć dwa razy w jednym słowie. Skróty i nazwy własne nie liczą się w punktacji. Gra jest dedykowana dla ludzi, którzy lubią gry oparte na zabawie słowami. W moim uznaniu ma nieznaczną wyższość nad scrabblami, ponieważ pojedyncza rozgrywka jest szybka i nie musimy czekać czasem naprawdę długo gdy nasz współgracz ustala ruchy do 6 słów w przód byle tylko zdobyć potrójną premię ;)



Nie trzeba już się rozpraszać i odrywać od gry by patrzeć na klepsydrę jak to było w poprzedniej wersji. Dioda umieszczona w "O" co prawda zmienia kolor z zielonego na żółty, a potem na czerwony w zależności ile czasu nam jeszcze pozostało. Z drugiej strony według mnie lepiej skupiać się na szukaniu słów a gdy czas się skończy i tak usłyszymy sygnał dźwiękowy



Bardzo dużym plusem jest, że gra jest w tym momencie jednoczęściowa. Po pierwsze nie musimy się stresować, że pogubimy kostki (ja się o to ciągle bałam, nie mówiąc już o wiecznie zagrożonej klepsydrze). Po drugie możemy łatwo ją przenosić - za co gra dostaje ode mnie specjalne Ninja Punkty. Bardzo lubię jeździć na wycieczki, w związku z czym gra, którą mogę bez obawy wrzucić do torby lub plecaka ma u mnie ogromnego plusa.



Podsumowując pragnę szczerze polecić tę grę. Jest prosta, przyjemna i poręczna.

Rarianna