środa, 19 października 2016

Kości Zombie


Po takiej przerwie mogłabym powrócić z jakąś ambitniejszą pozycją, ale skoro jest fajne to czemu nie?
Zombie dice to banalna gra kościana jakich wiele (by nie szukać daleko - świńska gra), polegająca na testowaniu własnego szczęścia. Jak to zombie mają w zwyczaju masz smaka na mózg. Bierzesz zatem pulę kości i rzucasz by sprawdzić ile udało Ci się ich... No, powiedzmy znaleźć. Każdy mózg na kostce to 1pkt, stópki to ofiary, które Ci uciekły, wybuchy to strzały, które na siebie przyjąłeś. Uważaj! 3 strzał oznacza head shota i wiąże się z końcem kolejki dla Ciebie!

Jak widać zasady są proste, gra jest ładnie wykonana (zielone mózgi kojarzą mi się z liśćmi sałaty, może warto zrobić vegan dice?). Całość jest bardzo kompatkowa, dzięki temu zdobywa rangę mobilna do tego jeśli zacznie się grać na wafelki, to potrafi wzbudzić niemałe emocje!
sałata mózgowa, choć tu wygląda na żółtą

Jej głównym minusem jest duża losowość. Lubię gry gdzie wygrana nie zależy w tak dużej mierze od ślepego fartu. Nie jest to must have, ale lekka pozycja, przerywnik, który może urozmaicić naszą kolekcję.

Rarianna

piątek, 14 października 2016

Abyss: Kraken


 Na wstępie zaznaczmy, że kraken to nie jest samodzielna gra. To jedynie dodatek do podstawki Abyss.
Co nam daje? Parę nowych krain, małe urozmaicenie mechaniczne (słowo klucz: małe) w postaci czarnych pereł, które na koniec gry liczą się jako -1pkt. Fun fact! Czarne perły nie muszą być czarne, nam się trafiły na ten przykład srebrne :P


Najważniejszym novum jest oczywiście pięknie wykonana figurka krakena. Jest cudowna, te detale... Ale po prawdzie nie ma to żadnego znaczenia. Czy brać grę? Kolekcjoner odpowie tak, esteta powie tak. Czy podnosi rangę rozgrywki i zmienia życie na lepsze? ;) no cóż...

Mam mocno ambiwalentne uczucia względem tej pozycji, nie urozmaiciła rozgrywki w sposób, którego się spodziewałam. Po prawdzie pojawiła się nawet nutka zawodu. Ostateczna decyzja jednak należy do was! Dajcie mi znać jak odbieracie tę grę, może powinnam jej dać drugą szansę.

Rarianna

poniedziałek, 10 października 2016

Wesoły Cthulhu


Podczas jednej z podróży natknęłam się na ten lokal i stwierdziłam, że muszę się nim z Wami podzielić!
W kraju złotych stepów, na nie tak dalekiej Ukrainie, w Lwowie, tam gdzie można podjechać tramwajem nr 2 znajduje się niepozorna kawiarnia Wesoły Cthulhu. Mijając przeszklone drzwi, wchodząc na piętro trafiamy do miejsca prowadzonego przez graczy dla graczy! Każdy fandom znajdzie tam coś dla siebie.

Patrzę w prawo i widzę plakat ze Skyrima, zerkam w lewo i widzę atrapę Tardis. Nieopodal stoi regał wypełniony po brzegi grami planszowymi. Opłaca się czasem zgubić!
Jeśli nie masz ochoty aktualnie na planszówki lub Twoi znajomi nie mają czasu na partyjkę bez obaw, rozsiądź się wygodnie i oddaj się graniu na jednym ze stanowisk z konsolami.

Wesoły Cthulhu z dumą przedstawia się jako antykawiarnia. Na pewno sposób naliczania klientów mają niestandardowy. Otóż nie płacisz za to co zjesz, wypijesz, wypożyczysz do gry. Płacisz za całość spędzonego tam czasu (20 hrywien/godzina).

Dodatkowo jak to w takich miejscach można również kupić gry (przyznaje się, złamałam się i przepłaciłam za abalone w wersji podróżnej). Tak ceny są wyższe niż w normalnym sklepie, to typowe. Jednak nie żałuję, że mogłam wesprzeć taką inicjatywę! Należy im się za bycie pozytywnym punktem na mapie. Live long and prosper веселий ктулху! Na pewno tu wrócę, macie pyszne ciastka i dajecie tosty;)

Rarianna

piątek, 7 października 2016

Der Elefant im Porzelanladen


Coś egzotyczniejszego na dziś, Elefant im der Porzellanladen, słoń w składzie porcelany. Gra karciana, która przyjechała do nas z nie tak dalekich Niemiec ;)

Całe szczęście nie jest to gra zręcznościowa, bo wtedy nie miałabym najmniejszych szans! Jest to gra logiczna, polegająca na zbieraniu elementów porcelanowej zastawy i zagrywanie kart słonia, który nam te kolekcje wytłukuje. Cały myk polega na tym by dobierać słonie, które wyrządzą najmniejszą szkodę (np. Rozbije tylko czerwona zastawę, ale i tak masz tylko fragmenty zielonego i niebieskiego zestawu). Na koniec rundy podlicza się punkty za zdobytą porcelanę i wygrywa ten, kto ma oczywiście najwięcej.

Przyznam, że gra dosyć niepozorna (i trochę brzydka, nie oszukujmy się, widzicie grafiki) , ale bardzo podoba mi się konieczność permanentnego skupienia i planowania ruchów na dwie kolejki do przodu. Nie wygrasz, jeśli nie będzie zwracał uwagi na akcje swoje i swoich przeciwników. Bardzo polecam! Naprawdę świetna pozycja i oczywiście chętnie pomogę w tłumaczeniu zasad w razie potrzeby :)

Rarianna


piątek, 5 sierpnia 2016

KSIĄŻĘTA FLORENCJI - w walce o prestiż


A dziś dla odmiany bardzo fajna gra ekonomiczna. Książęta Florencji to solidny tytuł w swojej kategorii. Gra polega na rozbudowywaniu swoich włości o budynki oświatowe, naukowe, obiekty kultury jak i elementy krajobrazu. Za tworzenie dzieł dostaje się punkty prestiżu na czym bardzo nam zależy, ponieważ w ociekającym splendorem włoskim renesansie to jest właśnie jedyna rzecz, mająca znaczenie ;)


Jakość wykonania tej gry naprawę zachwyca. Wszystkie elementy są ładna i stylistycznie i bardzo dobrze wykonane, gra jest warta swojej ceny jeśli mówimy o komponentach. Mechanicznie gra kojarzy mi się trochę jak mieszanka Splendoru oraz Steamparku. W pierwszym gramy handlarzami kamieniami szlachetnymi i zdobywamy prestiż, punkty splendoru w drugim rozbudowujemy własną domenę, jaką jest park rozrywki i liczymy, że odwiedzającym go robotom się spodoba. W obu przypadkach porównanie ma na celu wskazanie pozytywnych cech książąt. Obie te gry bardzo mi się podobały. Książęta Florencji scalają tylko ich elementy w jedną, przyjemną grę.

moje zdjęcie z instagrama, odwiedziliście już?
Rarianna.o.grach

Graliśmy w to wielokrotnie, jest bardzo duża repetywność, gra długo się nie znudzi. Tego jestem pewna, a dla fanów ekonomicznych tym bardziej. Jest to pozycja, która wymaga myślenia a losowość jest z niej znikoma. Każdy rucha ma znaczenie i nie można bagatelizować fazy licytacji. 


By nie było za słodko, wspomnę też o pewnej małej, ale jednak wadzie. Pudełko jest... za małe to złe określenie, jest źle rozplanowana przestrzeń w środku. Po zakończeniu rozgrywki ciężko zmieścić wszystkie komponenty. Jest to oczywiście możliwe, w końcu jakoś do nas ta gra dotarła ;) ale wymaga to kombinowania i mam wrażenie, że konieczność delikatnego upychania jednak może nadwyrężać elementy gry.

Rarianna


poniedziałek, 1 sierpnia 2016

ale Historia!


Po długiej nieobecności wróciłam pełna werwy i gotowości do pracy! Na łagodny start przygotowałam grę ale Historia! - niewymagającą familijną planszówkę. Choć może bardziej pasowałoby do niej określenie karcianka, gdyż plansza sama w sobie nie odgrywa żadnej istotnej roli niestety.


Jest to gra typu quiz, z talii zawierającej 180 kart losujemy 20 i odpowiadamy na pytania, za poprawne odpowiedzi dostajemy grosiki polskie. Kto ma ich najwięcej - wygrywa. Dosyć intuicyjne, czyż nie? Każda karta jest przypisana do jakiegoś regionu historycznego ziem polskich oraz ma trzy stopnie trudności pytań typu 'tak-nie' do otwartych. W zaawansowanej rozgrywce ma znaczenie jakie karty zbierasz przy okazji odpowiadania na pytania, bo za uzbieranie kilku z jednego regionu np. Ruś i Ukraina, możesz dostać za to kolejne punkty. Gra jest wydana ładnie. Elementy są dobrej jakości. Plansza jest sztywna.

Jednak tak jak wspomniałam, plansza właściwie nie jest potrzebna. Mała ilość kart oferuje niewiele rozgrywek. Po 9 grach przejdziecie już całą talię i właściwie co robić z tym dalej? Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze zejdą wszystkie pytania z karty, ale dalej repetywność jest tu niemal znikoma i mi osobiście szkoda byłoby wydawać pieniądze na grę, która głównie stoi na półce, kurzy się i czeka parę miesięcy aż zapomnę co było na kartach.

Jestem w stanie docenić oczywiście jej wymiar edukacyjny, dla dzieci w wieku szkolnym może to być nawet dobra powtórka pod przykrywką zabawy. My zagraliśmy symboliczne 3 razy, każdy z graczy miał okazję dzięki temu wygrać ;) Słodkie, proste, ale wątpię bym wróciła do tej gry.

Rarianna

czwartek, 23 czerwca 2016

Czarne historie: Boże Narodzenie


Drodzy Państwo, czarne historie to bardzo specyficzna gra narracyjna, która mnie osobiście urzekła. Oczywiście bardzo niepokoi mnie stan zdrowotny osoby, która to spisywała, mam nadzieję, że jest pod stałą opieką psychologa ;P

Pokrótce o co w tym chodzi? Jedna osoba ciągnie kartę i zapoznaje się z historią opisaną na odwrocie. Następnie reszcie graczy pokazuje grafikę z tytułem i zdaniem/ dwoma podsumowania. I tu zaczyna się zabawa. Gracze zadając zamknięte pytania, na które można odpowiadać tylko tak lub nie muszą dojść jak dokładnie potoczyła się opowieść. Reguły jeszcze uwzględniają odpowiedzi w stylu: odpowiedź na to pytanie nie wniesie nic do historii oraz odpowiedź na to pytanie może skłonić do błędnych wniosków. Według mnie jest to jedna z lepszych gier logicznych sprytnie przebrana w imprezową otoczkę.


W zestawie dostajemy 50 kart z historiami, każda jest ozdobiona specyficznym rysunkiem. Wszystko zamknięte w poręcznym opakowaniu, z którego karty możemy wyjmować a nie wysuwać tak, jak w tradycyjnych taliach. Nie wiem jak Was, ale mnie to zawsze irytowało. Drobny szczegół, ale pudełko się wtedy odkształcało, czasem można było uszkodzić karty.
W każdym razie w moim gronie czarne historie spotkały się z pozytywnym odzewem. Pojechały z nami na dwa wyjazdy, bo również należą do kategorii gier, które są małe i lekkie, więc można je nosić ze sobą w podręcznym.

Ale by nie było, że jest to gra bez minusów (bo czy ktokolwiek zna taką?) to problemem może być repetywność grania w to. Z jedną ekipą długo się nie pogra, bo to jednak tylko 50 historii. Jeśli macie stałą ekipę a Wam się spodoba to szybko trzeba będzie dokupić inne części by mieć nowe karty. Co samo w sobie nie jest dużym problemem, jednak warto zwrócić na to uwagę. U nas jak zeszliśmy z całości gra miała swoje wielkie ponowne wejście dopiero gdy była okazja zagrać z inną ekipą.

sprytnie upchnięte w torebce

Niemniej jednak polecam, bo pieniądze nieduże a daje okazję puścić wodze fantazji.

Rarianna

P.S. Przy okazji informuję, że wyjeżdżam na miesiąc, więc nowe notki mogą być z opóźnieniem lub nieregularnie. Liczę na wyrozumiałość :)