środa, 23 grudnia 2015

Kości Cthulhu


Miałam już nie pisać w tym roku, miałam odpoczywać, miałam jeść ciastka, głaskać psa i oglądać Kevina...I zrobię to wszystko zaraz po tym jak opiszę Was zabawną gierkę Kości Cthulhu. Gra jest prostsza niż konstrukcja patyka. Mamy parę symboli jak: macka, żółty znak, oko, Cthulhu i z każdym wiąże się jakaś "operacja" na znacznikach świadomości (tych ślicznych kamyczkach). Albo możesz zabrać komuś, ale musisz oddać, albo pobierasz z puli, ale tracisz do puli ogólnej. Już, wot cała gra!
W grze jako główne zadanie jest oszaleć jako ostatnia osoba, zaczynamy z trzema kamyczkami i liczymy, że nie utracimy ich za szybko - jest to gra bardzo losowa, w założeniach jest od 2 osób, ale tak nie działa fajnie, najlepiej się gra od 4. Dopiero w takiej grupie mamy możliwość wyboru chociaż z kim wchodzimy w interakcję ;) Co do sposobu w jaki gra została wydana to jak widzicie mamy ładną kostkę z symbolami (nie ma wyboru kolorów - wszystkie są czerwone i dobrze, to świetny kolor przy zielonkawej grze) a do tego perłowe znaczniki poczytalności. Są ta klasyczne szklane paciorki, jakie występują i w innych grach jak Kalaha, uważam je za ładne i wytrzymałe, więc mają u mnie plusa. Za to minusem jest całe opakowanie.
Można albo trzymać grę w plastyku, w którym była zapakowana, albo postarać się upchnąć wszystko (instrukcję, kostkę i znaczniki) do załączonej torebki strunowej. Ja póki co trzymałam to w plastyku, ale ostatecznie kupiłam sobie materiałową saszetkę ze znakiem starszych bogów i tam przerzuciłam zawartość. Nie jest to oczywiście na tyle istotna wada by skreślać grę.
Kości Cthulhu świetnie sprawdzają się jako gra imprezowa ze względu na swoją znikomą złożoność i krótki czas pojedynczej rozgrywki. Bardzo fajne jako przerywnik, gdy sprząta się jedną poważną pozycję a kolejna dopiero rozstawia. Plus ich rozmiar i ciężar sprawiają, że bez oporów wrzuca się je do bagażu podręcznego by rozegrać sobie parę partii na wycieczce.
Gra jest warta kupna, nie jest droga, ale potrafi sprawić dużo przyjemności. W dodatku wiąże się z uniwersum Lovecrafta, którego jestem niezmiennie fanką, zatem mogę nie być w pełni obiektywna ;)
Dla mnie to był obowiązkowy zakup. Grajcie i starajcie się przetrwać kontakt z Przedwiecznym, może Wam się uda.

Rarianna

P.S.
Korzystając z okazji chciałabym życzyć wszystkich wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku. Oby 2016 był równie udany jak ten, który nam się właśnie kończy! :)
A na deser mój ulubiony asystent przy wszystkich grach ;)

Tami

wtorek, 15 grudnia 2015

Świat dysku: Sekary

W końcu! Tak długo czekałam, premiera trochę się opóźniła, ale w końcu wydali a ja kupiłam i zdążyłam rozegrać parę gier :) Czekałam z niecierpliwością, skręcana przez niepokój by nie zepsuli tego jak wiedźm, które tak porażały przeciętnością, że do kupna skłonili się chyba tylko kolekcjonerzy i zawzięci fani Pratchetta, choć może lepiej pozostawić ostateczną decyzje Wam. Recenzje niestety mają to do siebie, że są subiektywne.
Ale do rzeczy! Tym razem ponownie zaoferowano nam grę kooperacyjną (jak wiedźmy), ale i strategiczną (jak prześwietne Ankh-Morpork). Innymi słowy gra ma dwa a nawet trzy tryby, bo oferuje jeszcze rozgrywkę w trybie solowym... i w każdym jest naprawdę udanym pomysłem :)

Nie przebije pierwszej gry ze świata dysku, jednak jest znacznie lepsza niż druga. Gra w każdym wariancie ma za główne zadanie nadać wiadomość, którym jest słowo znane z książek (od tak trywialnych jak chleb, przez klasyczne Igory, aż po nazwy takie jak Anoia). Robimy to używając żakardów, czyli małych kwadratowych kartoników, na których jest zaznaczone jakie lampy będziemy mogli obrócić. W naszej gestii pozostaje już wysilenie umysłu w którym miejscu na planszy użyć żakardu oraz w jakim układzie (można go obracać lub stosować lustrzane odbicie). Różnica między wariantem kooperacyjnym a rywalizacyjnym polega na tym, że w kooperacji ścigamy się z poczmistrzem a w rywalizacyjnym ze sobą :)



Przemyślaną rozgrywkę urozmaica nam fakt, że każdy układa litery tak by patrzył na nie na wprost, czyli Twoja poprawie ułożona litera K nie będzie już odpowiadała graczowi po lewej lub prawej stronie planszy i będzie musiał użyć żakardów by zmodyfikować układ lamp. Do tego mamy karty logu operatora, karty zgłoszenia zdarzenia i karty awarii (te ostatnie nie stosowane w kooperacji). Generuje to czasem zabawne konsekwencje. Coś co mnie absolutnie urzekło to fakt, że i instrukcja, i karty miewają przypisy! - Tak, dobrze się rozumiemy, te słynne przypisy, w których autor zwykł dopowiadać śmieszne komentarze do treści książki. Tu jest podobnie. Pomaga się to perfekcyjnie wczuć w abstrakcyjny klimat świata dysku i nie ukrywajmy... po prostu się pośmiać. Są zabawne :)

Pudełko jest mniejsze od reszty swoich planszowych krewnych i ledwo się zamyka z cała zawartością, jednak mi to odpowiada. Karty są ładne graficznie, plansza jest wytrzymała, na żakardy wydawca dorzucił woreczek z jakiejś pochodnej weluru. Klepsyderka jest plastikowa, ale myślę, że powinna wytrzymać wiele rozgrywek. Autorzy chwalą się jeszcze, że mają tryb gry dla młodszych graczy - przyznam, że to jest jedyny tryb, z którym się nie zapoznawaliśmy - brak młodszych graczy w obsadzie, mogę jedynie przyznać, że instruktaż wydaje się dostosowany do dzieci.
Ot takie kawai zdjęcie z odwrotu pudełka

Jest to gra warta polecenia w 120%. Przez różnorodność trybów, łatwo wkręcić kolejne osoby do gry, jest prosta jak już się zacznie grać, choć kwestia wymiany żakardów może chwilowo wywołać konsternację, ale potem już leci z górki. Wszystko jest bardzo intuicyjne i w dobrej atmosferze. U nas na pewno długo nie zejdzie z top 10.

Rarianna

piątek, 11 grudnia 2015

Stwór


Ach, mitologia Lovecrafta! Nie wiem jak Wy, ja bym nigdy nie pomyślała, że wśród narracji paranoi i powolnego popadania w obłęd uda się stworzyć grę kooperacyjną. Myliłam się jednak i atmosfera strachu, niepewności i rosnącego napięcia świetnie się sprawdziła. Pokrótce gra polega na tym by wyeliminować Stwora nim zarazi wszystkich ludzi z ekspedycji. Jednak zarażeni nie doniosą byłym przyjaciołom, że właśnie dopadł ich Stwór. Co więcej stają mu się lojalni i sami podtykają mu karty zarażenia by mógł roznosić chorobę dalej, zwracając się tym przeciwko swoim niedawnym przyjaciołom. 


Karty dzielą się na dwie talie zmieszane razem, są to wydarzenia i karty paniki, które trzeba zagrywać od razu. Gra mimowolnie kojarzy się trochę z mafią, analogicznie nie wiesz kto jest kim, opierasz się głównie na jego słowach. Tu jednak gra jest według mnie w każdym razie ciekawsza. Z jednej strony mechanizm wymiany kart jest dosyć sztywny, ale jest wiele zagrań, powodujących naprawdę duże rotacje w ustawieniu graczy. Świetnie rozwiązane - możesz chcesz się przesiąść, bo chcesz dopomóc Stworowi, a może właśnie przed nim uciekasz? A może udajesz, że uciekasz by reszta współgraczy wyeliminowała ciągle walczącego człowieka?

Grafiki na kartach są ładnie wykonane, pudełko jest ciekawie ozdobione. Instrukcja napisana czytelnie i z klimatem. Gra według mnie doskonała na imprezę, choćby przez wymagania graczowe (4-12). My graliśmy w 9 i świetnie wyszło. Zwracam uwagę, że są trzy możliwe zakończenia: Stwór oznajmia, że nie ma już w grze człowieka i wygrywa. Zależnie od tego, czy po drodze były ofiary śmiertelne w wygranej dołączają do niego zarażeni. Trzecią opcją jest usunięcie potwora przy pomocy miotacza ognia, wtedy wygrywają ludzie, niezależnie ile ich zostało.
Jestem fanką prozy Lovecrafta, lubię gry kooperacyjne a Stwór przypadł mi do gustu mimo swojego pokrewieństwa z mafią, której dla odmiany fanką nie jestem i szybko się nudzę. Ta gra wciągnęła mnie ogromnie i nie mogę się doczekać by znów rozegrać partyjkę, może tym razem przedwieczni przegrają. Jest doskonała, nie tylko dla fanów Cthulhu ;)

Rarianna


piątek, 4 grudnia 2015

Terra Mystica






Znów mamy grę ekonomiczną na warsztacie! Tym razem będzie to Terra Mystica! Gra polega na na zakładaniu i rozwijaniu miast i oczywiście w miarę możliwości utrudnianie tego współgraczom. Zasady są dosyć złożone, ale po rozegraniu paru kolejek łatwo się w nie wdrożyć. U nas wytłumaczenie zasad zajęło ok. godziny. Każdy gracz ma ściągawkę z jedną z 7 możliwych opcji (tak, w ramach jednej kolejki możesz dokonać nawet 7 akcji!). Jedna tura trwa dowolną ilość kolejek i póki wszyscy nie spasują nie zostanie rozliczona.


 Gra dzieli się na 6 tur. Co turę też zmienia się premiowy cel na punkty zwycięstwa oraz token ze specjalną umiejętnością gracza ( wymienia się je przy pasowaniu). Wybieramy jedną z 14 dostępnych ras, każda cechująca się specjalnymi umiejętnościami lub wyjątkową cechą rozbudowywanych budynków - np. faktoria elfów daje 3 sztuki złota, krasnoludów oczywiście 7 sztuk ;). Rasy są pogrupowane po dwie w preferowanym terenie do rozbudowy przykładowo nomadzi będą zakładać osiedla na piaskach pustyni.





Szata graficzna tej gry jest zrobiona w stylu starszej fantastyki. Rasy są przerysowane, może nawet trochę karykaturalnie zrobione, ale ma to swój urok. Poszczególne elementy jak karta z zasobami i specyfikacją rasy są według mnie obłędne, rozetki na których ilustrujemy zasoby są naprawdę śliczne. Wszystkie znaczniki są drewniane i kolorowe - great success! Gra skupia się nie tylko na rozwijaniu miast. punkty zwycięstwa przyznawane są również za rozwinięte kulty żywiołów. To bardzo istotne! Wbrew pozorom, nawet jeśli podczas gry jeden z graczy wysforował do przodu i zdobywa punkty zwycięstwa jak przeziębienie w listopadzie nie oznacza, że już go nie dogonicie. Może być ponad 20 punktów przed Tobą nie oznacza, że już masz z głowy rozgrywkę. Każdy ruch musi być do końca przemyślany, nic nie pozostaje przypadkowi.





W teorii czas gry powinien być szacowany 30 minut na gracza, czyli jak gra 3 zawodników to rozgrywka potrwa 1,5h. Cóż my graliśmy w piątkę i zajęło nam to ok. 3,5h na rozegranie partii. Były emocje i to chyba większe niż przystoi przy grze ekonomicznej. "Spalę te osadę, zburzę faktorie a całość zaleję wodą!" (jednakże to nie gra wojenna, więc musiał się obyć bez spektakularnej zemsty). Było dywagowanie co można najlepiej zrobić  by wykorzystać turę do końca, by przeprowadzić każdą możliwą akcję. Pozytywne jest to, że "zaoszczędzone zasoby" w jednej turze nie marnowały się. Zostawały z Tobą, gdy przychodziło przydzielenie nowych zasobów w rozpoczęciu kolejnej tury. Zatem jeśli został Ci robotnik, lub nie zużyłeś kapłana, pozostawał on do Twojej dyspozycji. 


Podsumowując - jest to świetna gra ekonomiczna. Wciąga, ślicznie wydana, losowość jest minimalna. Owszem, rozłożona zajmuje naprawdę dużo miejsca. Instrukcja jest długa, ale pisana zrozumiałym językiem i poparta przykładami. A by dodać smaczku do rozgrywki jest dostępny też dodatek do Terry ;)  Gra warta polecenia. Podejrzewam, że nie raz w nią jeszcze zagramy.


Rarianna


sobota, 28 listopada 2015

Crows




Aż dziw, że nie wrzuciłam tej gry gdy było Halloween! Toć to takie klimatyczne! Zwłaszcza, że sama grałam w nią namiętnie tego dnia.
Crows, po angielsku słowo to oznacza właściwie wszystkie czarno upierzone ptaki z ciężkim, grubym dziobem. Najbardziej pasują kruki lub wrony. Z drugiej strony gra opiera się na ciągotach do błyskotek, które jak wiemy w naszym kręgu kulturowym cechują się sroki. Zatem uznałabym tłumaczenie na wrony, bo bliżej im do srok niż krukom. Ot taka tłumaczeniowa wstawka. W zakładce na górze strony niebawem dołączę przetłumaczoną całą instrukcję, podobnie jak zrobiłam to z Dungeon Roll.


Gra jest wykonana ślicznie! Grafiki utrzymane w mrocznym, ponurym klimacie. Bezlistne drzewa, wyrastające z czarnej ziemi wprost do surowego nieba w kolorze lodowatego błękitu. Na nich siedzą kruki, obserwując czujnie każdy Twój ruch... na horyzoncie majaczy się cmentarz, czy tylko mi się wydaje, czy ptaków jest tam jakby więcej?
Kafelki są dobrej jakości, gwarantują całą masę gier. Kruki/ wrony w dwóch wersjach zrobione (raz dziobią a raz siedzą wyprostowane) wykonane są z drewna. Już kilkukrotnie dawałam wyraz swojemu fetyszowi odnośnie drewnianych pionków, znaczników i innych elementów gier wykonanych z tego tworzywa. Do tego dwa plastykowe "kryształki" będące jednocześnie znacznikiem na planszy punktacji i błyskotką, którą zwabiasz ptaki do siebie.



Jest to kolejna gra, o której mogę powiedzieć, że posiada proste zasady. Ruch dzieli się na 3 akcje: dobranie kafelka i ułożenie go, umieszczenie błyskotki, ewentualne zagranie specjalnego tokenu. Nie umieszczasz błyskotki na śmietniku, na kafelku z inną błyskotką, tam gdzie już leżą ptaki. Już, ot całe zasady. Wiecie co jest najgorsze? Że ta gra tak strasznie wciąga, nawet już nie myślisz jak wygrać, tylko naprawdę jak zwabić najwięcej wron. W pewnym momencie zamiast rywalizować wspólnie się naradzacie gdzie można by umieścić kryształek by się to bardziej opłacało. Dzięki wprowadzeniu specjalnych tokenów, gra została urozmaicona o podstawy strategii (możesz wybiegać myślą do dwóch ruchów do przodu). To ukłon w stronę lubiących intensywniej pogłówkować przy grze.

Świetna gra, naprawdę świetna. Jedynym minusem jest chyba jej dostępność, ale liczę, że nawet jeśli żadne polskie wydawnictwo nie zdecyduje się jej wydać oficjalnie, to może chociaż będzie sprowadzona kolejna partia do sprzedaży :) Pozostaje mieć nadzieję!

Rarianna

P.S. Dla osób mających trudności ze zrozumieniem instrukcji lub dla preferujących łatwiejsze rozwiązania ;) zamieściłam w pełni przetłumaczone zasady gry pod tym o to linkiem.

czwartek, 26 listopada 2015

Festiwal Gier Planszowych - edycja zimowa


Relacja spóźniona jako i ja wszędzie gdzie się pojawiam, ale nie mniej oddana! 22 listopada, w niedzielę mieliśmy okazję w klubie Odessa mieliśmy okazję pograć w szereg przygotowanych dla nas przez organizatorów tytułów. Na tapecie były głównie gry imprezowe, towarzyskie na większą ilość graczy jak Avalon, Mamy szpiega, Dobble i inne. I dobrze! To są gry bardzo proste, łatwo szybko wytłumaczyć zasady i przystąpić do gry. Wszystkie te gry mają też funkcje integracyjne - bardzo szybko przełamują lody! Jednak znalazło się też miejsce na gry familijne jak Hops, CV i seria gier o ścigających się pędzących zwierzakach (<3 żółwie, jeże, wielbłądy). Swoje miejsce znalazł tam każdy, kto choć trochę interesuje się grami planszowymi. Była okazja by zagrać w tytuły, do których normalnie trudno się zebrać, czego świetnym przykładem jest Stwór. Minimalna liczba graczy to 4, ale by gra miała ten  paranoiczny smaczek, za który tak kochamy uniwersum Lovecrafta to dobrze grać w dużo osób i tu udało się zebrać nas 9. Można tez było poznać gry do których przymierzaliśmy się z zakupem, ale w sumie recenzje były zróżnicowane, nie graliśmy w to, w sumie to nie wiemy, czy chcemy wydawać takie środki... i cała masa innych ale, które pojawiają się przy kupnie planszówek. Byłoby super gdyby organizatorzy zapewnili parę trudniejszych tytułów jak np. Alchemicy. Jednak rozumiem czemu tak się nie stało. Takie gry cechują się dużą złożonością. Wytłumaczenie zasad zajęło by dużo czasu. Pojedyncza rozgrywka ciągnęła by się parę godzin (a w założeniu impreza miała trwać tylko do 21:00 - i tak wyłudziliśmy wydłużenie ^^). Był to klub, leciała muzyka i świetnie! Mi się to bardzo podobało. Można oczywiście było ustawić dłuższą playlistę, bo rozgrywając swoją kolejną kolejkę zorientowałam się, że słucham tego samego już trzeci raz (I'm an Albatroz śniło mi się  tej nocy) ;) Wracając do głównej myśli - gdybyśmy na jeden tytuł poświęcali po 3h to ciężko komuś było by dołączyć. W rezultacie skończyłoby się, że osoby, które przyjechały pierwsze usiadły i zaczęły grać w cięższe tytuły a reszcie i tak zostały logiczno/ imprezowo/ familijne.

Jednak by dodać smaku były też organizowane turnieje! Nie czujesz się dobrze w rywalizacji a jednak też chciałbyś mieć okazje coś wygrać? Spokojnie, organizatorzy pomyśleli i o tym. Każdy na wejściu dostawał ankietę do wypełnienia o swojej ulubionej grze i na koniec imprezy były rozlosowywane 5 gier oraz 5 voucherów lub kuponów do Escape Roomów. Well played.


Miejsce było położone w dobrej lokalizacji, dojazd nie sprawiał trudności osobom nie zmotoryzowanym. Nie było problemu z miejscami do gry. Ja przyszłam jakieś 2/3h po rozpoczęciu a i tak bez problemu znalazłam miejsce na rozegranie paru gier. Jeśli miałabym już czegoś się czepiać, byście nie myśleli, że było tak idealnie to minusami były:
- stoły za duże - było dużo osóbi ogólny zgiełk sprawiał,że nie słyszałam co mówili współgracze z drugiego końca stołu, zwykle po prostu pół leżałam na stole ;)
- muzyka trochę za głośna - żeby było jasne, jestem jak najbardziej za tłem muzycznym, ale tyle gadających ludzi i tak robiło zgiełk a jeszcze przekrzykiwanie muzyki było trochę męczące.

Podsumowując, było to zrobione w kameralnej skali, nie to, co Planszówki na narodowym i to było chyba największym plusem. Odebrałam bardzo pozytywnie tę imprezę i z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnej okazji by zagrać na evencie Fanów Gier.

Miała być foto relacja, ale wpadłam w szał grania i zrobiłam tylo dwa zdjęcia, których wstyd wrzucać - don't judge me please.

Rarianna




niedziela, 15 listopada 2015

Mondo



Dziś zabawimy się w budowanie świata. Mondo, czyli świat tworzymy z dobieranych kafelków, którymi zapełniamy swoją planszę. Jednak po kolei! Rozdajemy po planszy,  wysypujemy kafelki z terenami i zwierzątkami na środek, nastawiamy globusik i start! Dobieramy kafelki i dokładamy go na naszej planszy. Ważne, że jak raz już położymy kafelek w konkretnym miejscu to nie wolno nam go potem przesunąć. To, co w ostatecznym rozliczeniu będzie się liczyć to "zamknięte" obszary. Zatem by przykładowo las nie przechodził nagle w pustynie, tylko by między nimi leżała odpowiednia płytka pokazująca taką granicę. Wiem, co myślicie, przecież to banalne i gra musi się szybko nudzić. Cóż, świadomość upływającego czasu sprawia, że zdarza Ci się położyć płytki zupełnie bez sensu i potem tylko starasz się zminimalizować szkody. Na tabliczkach są też zwierzątka (im ich więcej tym lepiej).  Zalewanie terenu wodą nie daje punktów, choć w wodzie też są zwierzęta, które mogą pomóc w końcowym rozliczeniu.

Czemu czas jest tak ważny? Ponieważ w naszych światach pojawiają się jeszcze wulkany. Gdy mamy nieaktywny to całe szczęście nie jest on ważny w rozliczeniu, ale aktywny daje punkty ujemne. A ostatni gracz, który zabuduje całą planszę musi wziąć żeton, który zamienia wszystkie wulkany na świecie na aktywne - to bolesne dla punktacji - wierzcie mi. Występują specjalne żetoniki dające dodatkowe punkty dla posiadaczy np. 3 papug na świecie, albo 6 pand itp. Analogicznie występują tokeny z warunkami terenowymi.


Wykonanie tej gry jest naprawdę na najwyższym poziomie. Sztywne płytki, plansze, kafelki z terenem gwarantują wiele rozgrywek. Szpanerski minutnik w kształcie globusika jest wytrzymały, zatem mimo upadku ze stołu i bycia gonionym przez kota cały czas spełnia swoją rolę ;) Pudełko jest dosyć duże, ale to z racji tego, że poszczególne plansze nie są składane.Grafiki są urocze i kolorowe. Gra będzie odpowiednia dla starszych dzieci oraz ich rodziców, którzy mają ochotę miło spędzić z nimi czas.



Przyznam, że choć nie jest to mój ulubiony tytuł i preferuję gry, gdzie większe znaczenie mają indywidualne predyspozycje graczy do tworzenia strategii. Wolałabym gdyby gra na tej zasadzie była bardziej oparta o mechanikę Książąt Florencji lub Steam Parku.  Mimo wszystko nie żałuję czasu spędzonego na grę w Mondo. Ograli mnie absolutnie wszyscy, z którymi próbowałam grać :D Widać, że źle znoszę presję czasu ;) Jednak jeśli Was motywuje wykonywanie zadań na czas lub szukacie czegoś, gdzie pojedyncza runda może się zamknąć w paru minutach (zgodnie z instrukcją w jednej pełnej rozgrywce parę razy układacie świat) to jest to gra dla Was.

a to jeden z moich lepszych światów - dlatego przegrywam ;)

Rarianna

piątek, 6 listopada 2015

Asteriks i spółka





Można powiedzieć, że Asteriks i spółka to pochodna gry typu memory. Przygotowanie do gry polega na wyłożeniu kwadratowych płytek, gdzie kolory oznaczają kategorię i wyłożeniu po jednej karcie do każdej z ich kategorii. Po chwili na zapamiętanie karty zostają odwrócone koszulkami do góry i przechodzimy do właściwej gry.  Wykładamy odkrytą kartę z talii i staramy się jak najszybciej powiedzieć jaki przedmiot lub postać obecnie znajdują się zakryte pod tą kategorią.





Tak jak przykładowo na zdjęciach widać. Wyłożyliśmy katapultę, która znajduje się na szarym tle. Zatem musimy szybko nazwać poprzedni przedmiot, który z tej kategorii był wyłożony. Karta jest zakryta. Ktoś pierwszy krzyknął "miecz!" i przechodzimy do sprawdzenia, jeśli się zgadza to miecz przechodzi do niego jako zdobyta karta - punkt zwycięstwa a katapulta zakryta zajmie jego miejsce. Wykładamy nową kartę i tak póki nie skończy się nam talia.



Karty są zrobione porządnie (wiadomo - koszulki i tak wydłużą ich życie) i opatrzone są uroczy grafikami z Asteriksa.Sympatyczne rysunki dokładnie pasują do kreski, którą znamy z komiksów czy z filmów animowanych. Kartonowe kafelki są sztywne i wytrzymałe. Pudełko jest małe a zatem znając moje preferencję zdajecie sobie już sprawę, że zaraz zacznę wychwalać mobilność gry, którą można rozłożyć wszędzie. Na parapecie w szkole, w kawiarni, w pociągu, w pracy (ale to oczywiście nieoficjalnie - przecież nikt nie gra w gry w godzinach pracy!). Cóż, możliwości jest bez liku.

<3

Polecam gorąco tę grę i nie tylko dla fanów niezwyciężonych Galów. Dla wszystkich, którzy lubią proste gry imprezowe oraz doceniają mobilność tej pozycji. Gra należy do tych z typu memory - kto by pomyślał, że można zrobić coś fajnego dla starszych z memory? Choćby z tego tytułu warto docenić Asteriksa i spółkę. Jednak nie straciła ona swej intuicyjności, zatem można w to dalej na spokojnie zagrać z dziećmi i spędzić miłe popołudnie w rodzinnym gronie. Poza tym to przecież Asteriks! ;) 

Rarianna

poniedziałek, 26 października 2015

Altaria: starcie wymiarów


W grze ścierają się dwie frakcje, pochodzące z różnych wymiarów. Niebieski gracz walczy o zachowanie harmonii, czerwony chce ją zniszczyć. W dosyć małym pudełku ozdobionym grafikami fantasy w starym stylu mamy planszę z heksagonalnymi polami. Jest multum kartonowych żetonów. Oznaczenia terenu, znaczniki wpływające na zdrowie bohatera, żetony mocy, czyli specjalnych umiejętności bohaterów, oraz bohaterowie w różnym stanie zdrowia. Oprócz tego każdy gracz ma po 3 kryształy ze swojego koloru . Pudełko zawiera jeszcze karty terenu, pokazujące jak należy rozłożyć poszczególne elementy (góry, trawa, jeziora, dżungla) na planszy, karty postaci z piktogramami ich cech specjalnych. Miło się patrzy na te same postacie w dwóch różnych wydaniach (niebieskie i czerwone) oraz karty zdarzeń.


 Gra trwa 7 tur, każda tura dzieli się na 3 fazy. Numer fazy oznacza ilość punktów akcji, jaką ma się możliwość wydać. Do wyboru jest ruch, atak, użycie żetonu mocy. Na początku każdej tury trzeba ustalić, który gracz posiada inicjatywę i rozpoczyna ruch. Instrukcja walczy w rankingu czytelnych zasadach i zrozumiałego języka z rozporządzeniami podatkowymi. I przegrywa. Jednak po zrobieniu sobie odpowiednio dużej ilości rysunków pomocniczych i w razie dalszych wątpliwości dogadanie „na gębę” zasad, które będą respektowane można rozpocząć grę.




Jest to gra strategiczna, polegająca na walce o przejęcie kontroli nad ołtarzami. Gdy uda Ci się zdominować 3 gra kończy się natychmiastowo. Tak samo stanie się gdy uda Ci się dostać do portalu przeciwnika. Alternatywą jest dotrwanie do zakończenia 7 tury wtedy zwycięzcą zostaje gracz kontrolujący więcej ołtarzy. Jest to po prostu planszowa wersja modyfikacji DotA. Oczywiście wybór bohaterów jest znacznie mniejszy a liczba graczy ograniczona jest do dwóch, ale i tak uważam to za całkiem przyjemną przeróbkę. Dla fanów strategii może wydać się fajna. Twórcy nie wykazali się pomysłowością jednak wykonanie jest dobre, dobrze są też przeniesione realia gry komputerowej na analogową.




Lubię gry strategiczne. Przyznam, że indywidualizm w tej odsłonie, to że kierujesz drużyna bohaterów a nie każdy gracz ma swojego avatara, którym mknie przez planszę przypadł mi do gustu. Dzięki temu mam większy wpływ na los rozgrywki (jakiś randomowy kozak nie zniszczy strategii realizowanej od 4 tur ;) ).  To jest dużym plusem tej gry. Z drugiej strony na tle innych z tej kategorii nie wyróżnia się niczym szczególnym. Została dobrze przeniesiona na karton i dobrze wykonana. Zasługuje na mocne 3/ 3,5.

 
Rarianna

wtorek, 13 października 2015

Slavika: Equinox


Wstyd mi jak dawno nie pisałam, ale wiele się działo. Przyjechała do mnie w odwiedziny dobra koleżanka z okazji koncertu Apocalitpyci i podczas kolejnej partyjki uświadomiłam sobie, że nie wypowiedziałam jeszcze swojego zdania na temat Slaviki:Equinox! Niniejszym wpisem naprawiam swój błąd.


W grze wcielasz się w głowę jednego z 5 rodów słowiańskich lub jedno ugrupowanie chrześcijańskie. Waszym celem jest uratowanie krain od potworów. Ścieracie się z czartami, południcami, Rarogami oraz resztą menażerii z naszej kolorowej rodzimej mitologii. Robicie to by pokazać który ród jest najlepszy i może rządzić w całej Slavii. Chrześcijanie mają nieznacznie odmienne cele, ponieważ oni nie tyle co wybawiają od potworów co chrystianizują kolejne krainy i za to przyznawane są punkty zwycięstwa. W każdej rodzinie jest 6 członków, każdy posiada jakaś specjalną umiejętność, czy właściwość, która pozwala mu nie tylko stawić czoła potworom, ale i wpłynąć na innych bohaterów w tej samej krainie. Oprócz tego musicie zdobywać skarby (napierśnik, miecz krótki, hełm lub tarcza). Zasada polega na tym by zdobyć jak najwięcej kompletów, za niepełne zestawy naliczane jest odpowiednia mniej punktów.Ważny w mechanice gry jest jeszcze upływ czasu. Słońca na krainach oznaczają nie tylko ile skarbów można w niej zdobyć, ale i ile dni minęło gdy się pojawiła na stole z rozgrywką. Dzięki temu żeton przesuwa się z pola dnia w noc i na odwrót. To urozmaica rozgrywkę, w niektórych krainach w nocy może być więcej potworów a mniej bohaterów, przez co pokonanie ich od razu staje się trudniejsze! Ciekawy dodatek, nie uprzykrzający rozgrywki.


Gra jest wydana naprawdę porządnie, ale może to już po prostu znak jakości tego wydawcy. Karty są śliczne graficznie, nie mogę się napatrzeć na nie. Urzekają mnie takie drobne smaczki jak to, że w ramach jednej rodziny, jej członkowie mają wspólny główny człon imienia jak np. Wszemysł, Przemysława, Witomysł, Trzebomysł itp z rodu Sowy. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi, że nie wszystkie zwierzaki wybrane na totemiczne zwierzęta są uznawane jako motywy słowiańskie. Taki dzik na przykład to zwierzę kultowe Germanów, ale od czasów Teomachii postanowiłam się już nie demonizować tego typu błędów/ pomyłek/ niedociągnięć.

Koszulki są piękne, karty krain kojarzą mi się z mapami Śródziemia. Karty potworów z czaszką nabitą na pal mi osobiście przywodzą na myśl piratów z Karaibów. Karty członków rodzin są ozdobione tarczami z totemicznymi zwierzętami. W praktyce nie ma różnicy czy wybierzesz rodzinę, Rysia, Dzika czy Lisa. Jedyne różnice to kolory i inny człon główny imienia. Wieszcz z rodu Sowy ma dokładnie taki sam wpływ co wieszcz jakiegokolwiek innego pochodzenia.






Bardzo lubię tę grę, zasady mogą wydawać się skomplikowane podczas ich odczytywania lub streszczania instrukcji, jednak w praktyce gra opiera się na dosyć intuicyjnej mechanice. Występuję możliwość grania w składzie od 2 do 5 osób. Im więcej tym większa walka o punkty, tylko trzy główne siły w krainie dostają punkty, a i tak nie wiadomo, czy wszyscy bohaterowie się zmieszczą w krainie. Rywalizacja się zaostrza! Przyjemnością jest też oczywiście granie w coś, co jest najzwyczajniej w świecie ładne. Nie ukrywam, że wygląd gry ma dla mnie duże znaczenie. Ostatni, ale nie najmniej ważny plus to oczywiście uniwersum w którym gramy! Słowiańszczyzna! Pozostawiam bez dodatkowego komentarza <3. Grajcie i się tym cieszcie, bo jest czym!

Rarianna

sobota, 3 października 2015

Planszówki na narodowym



Dziś mam dla Was coś innego. Recenzję kolejnych 4 gier się piszą (gdzie tam, leżą na biurku te pudełka, zdjęcia nawet nie zrobione, ledwie plusy i minusy w punktach powypisywane choć trochę). Dlatego postanowiłam opowiedzieć trochę o tym co się dzieje w świecie gier planszowych. Konwentów jest mnóstwo, ale dopiero dziś spacerując między salami i patrząc na graczy uświadomiłam sobie, że warto będzie podzielić się swoimi spostrzeżeniami również na temat spotkań społeczności graczy.

Planszówki na narodowym 2015 to festiwal gier planszowych, mający miejsce w Warszawie. Stowarzyszenie "Rozwiń się" zajęło się organizacją, choć wydarzenie było też wspierane przez PGE, które jest sponsorem stadionu oraz przez samą Warszawę.

Już przy wejściu było stoisko z grami. Akredytacja minęła błyskawicznie - wejściówki były darmowe. Jednak mimo to rozdawano identyfikatory z numerami (miałam #4888). Wejściówki były wielokrotnego użytku, co oznaczało, że jeśli chciałeś wyjść na chwilę na błonia i zjeść coś z tamtej oferty gastronomicznej musiałeś zdać identyfikator a gdy wracałeś dostawałeś nowy. Nie brzmi to jak duże utrudnienie, ale warto zauważyć, że na turnieje zapisywało się nie imieniem i nazwiskiem tylko właśnie numerem wejściówki. Generowało to niepotrzebny chaos w organizacji zawodów. Jednak dojdziemy do tego.

Piętro było podzielone na sektory. W środkowym mieliśmy strefę sklepową. Wydawnictwa prezentowały swoje gry, tłumaczyły zasady i zachęcały do zagrania. Bardzo pozytywnie zaprezentowały się takie stanowiska jak tactic, rebel, phalanx oraz planeswalker.Obsługa była super miła i zorientowana w ofercie (na Sekary czekamy do 14.10!). Można było podyskutować o grach, doradzić się. Szczególnie miła Pani na stanowisku tactica cierpliwie tłumaczyła zasady poszczególnych gier. Granna dla młodszych dzieci przygotowała upominki w postaci koron. Wiele wydawnictw za sponsorowało też paczki dla szkół (szkoda, że tylko dla szkół a nie też placówek wychowawczych lub ośrodków wsparcia).

Pozostałe sale zastawione były rozłożonymi grami, gdzie można było skorzystać i pograć z nowymi ludźmi i w nowe tytuły. Talisman ze wszystkimi dodatkami rozgrywany w 5 osób wyglądał prawdziwie majestatycznie ;) Jednak może trochę więcej o organizacji. Ciekawym doświadczeniem było to, że większość wolontariuszy oraz członków obsługi to były dzieci. Z jednej strony to urocze, wszak gry mogą łączyć pokolenia. Młodzież rozdawała ulotki, młodzież przyjmowała zapisy na konkursy, młodzież zarządzała identyfikatorami. Konkursy nie miały kategorii wiekowej. Było to nieprzyjemnym doświadczeniem. Widziałam, że wiele rodziców, którzy przyszli z dziećmi bardzo się zapaliła by grać a potem gdy okazywało się, że są jedynymi dorosłymi przy stoliku po prostu rezygnowali. Podczas zgłaszania się na Dobble wolontariuszka dzieliła nas na stoliki i pomyślałam, ze warto spróbować wziąć udział w tych konkretnych zawodach. Jakim rozczarowaniem okazało się odkrycie gdy weszłam do sali i okazało się, że każdy siada gdzie popadnie. Dorosły mężczyzna trafił do tego samego stolika, co dziecko, które bez asysty mamy nie ogarniało gdzie należy pójść. Przy moim stoliku dwie dziewczynki były zestresowane i stwierdziły, że "z dorosłymi nie ma co grać, i tak przegramy" co oczywiście zepsuło zabawę mnie oraz innej dorosłej kobiecie przy tym samym stole. Pozostawiło to pewien niesmak.

Piętro niżej była wypożyczalnia gier! Bardzo podoba mi się ten pomysł. Jedna z pierwszych firm, które to wprowadziły to wydaje mi się, że dragonus, którego niestety zabrakło na tym wydarzeniu. A szkoda. Gry planszowe są drogie, zatem przed zakupem fajnie jest mieć możliwość zagrania w parę partii -zatem wypożyczalnia gier jest idealną opcją dla osób, które nie chcą wydać dużych pieniędzy a nie do końca ufają recenzjom. Przyznam, że sama lubię zapoznawać się z cudzymi opiniami przed zakupem gry, choć przyznam, że zdarzyło się, że czytała przychylne opinie a potem po prostu zawodziłam się na grze. 

Podsumowując- festiwal planszówkowy odwiedziło wiele osób, było 4 partnerów, 35 wystawców, 19 współpracujących podmiotów. Organizacja pozostawia dosyć dużo do życzenia, jednak sam pomysł na spotkanie dużej liczby graczy w jednym miejscu i udostępnieniu im jak największej ilości planszówek wyszedł przyjemnie. Podobały mi się sale dla graczy, sala z zabawkami terapeutycznymi. Kąciki z grami, wykraczających poza planszówkowy mainstream ;) Plusem jest tez alternatywny sposób spędzenia czasu w sobotę. Czas spędzony z przyjaciółmi lub rodziną przy wspólnej zabawie sprawia, że nie można żałować tych paru godzin spędzonych na Stadionie Narodowym.

A tutaj trochę zdjęć, które zrobiłam:














I gratis! Osobiście narysowany bazgrol gdy czekałam na zawody w Dobble.

Tak mi przyszło na myśl, gdy dotarło do mnie, że Warszawa dofinansowuje ten event. Zatem, czemu nikt nie narysował syrenki przy grach?! Tutaj Sawa zachęca do partyjki Kalahy. Nie wińcie mnie za jakość, wińcie mój brak talentu ;)



Rarianna