niedziela, 30 grudnia 2018

WIOCHMEN 2 - na wesele wio!


Jak to się stało, że nie opisałam jednej ze swoich ulubionych gier? Nie mam pojęcia. Wytłumaczeniem mogą być tylko czary, starcza skleroza i więcej czarów.

Normalnie nie przepadam za grami z dużą losowością. Pierwsza gra z tej serii urzekła mnie głównie tłem humorystycznym i możliwością rzucania flaszką w dzieci innych graczy (in game oczywiście, wyłącznie in game). Druga zostawiła to, co niezaprzeczalnie fajne, czyli klimat, stylistykę gry. Po czym rozszerzyła o dodatkowe zasady.

Gustowny berecik dołączany do gry!
Super furman wdziewa taki o to berecik i jesteśmy gotowi do gry. Twórcy wprowadzili zróżnicowane moce postaci, co ciekawie urozmaica grę, wprowadzając do niej nieśmiały element strategii w planowaniu ruchów i korzystaniu z zasobów. Odświeżyli również szatę graficzną! Teraz jest to kolorowa karcianka z solidnie wykonanymi żetonami. Dużo nie ma co tu pisać. Negatywna interakcja, prostota i zabawny klimat sprawiają, że to świetna pozycja jako przerywnik lub na imprezę. Ja polecam.




Rarianna

wtorek, 25 grudnia 2018

BETRAYAL... - zdradliwa kooperacja


Tyle wolnego czasu, który można spożytkować na przyjemności ^^ Dlatego my usiedliśmy do naszej półki wstydu i wzięliśmy na warsztat zamówione na zeszłą gwiazdkę Betrayal at house on the hill. Cóż to było za marnotrawstwo czasu! Jak mogliśmy pozwolić by tak cudowna gra kurzyła się niemal rok na półce zamiast leżeć rozłożona na stole?!

Nie mogliśmy znaleźć tokena pieska, więc użyliśmy suwaka ^^' 

Fabuła gry opowiada o grupce znajomych, która wchodzi do nawiedzonego domu na wzgórzu bu odkryć jego tajemnice. Zaczynamy od miłej kooperacji opartej na eksploracji i rozwijaniu postaci. w pewnym momencie następuje pora 'nawiedzenia'. Nie musi to być konkretnie nawiedzenie. Właściwie dowolne przeistoczenie się w głównego złego. Jedna z osób, staje się tym złym. Może to być szef kultystów, może to być władca zombie, który zamordował postać tego gracza. W tym momencie już gramy w klasyczną grę asymetryczną. Jeden gracz z minionami kontra reszta. Gra oferuje wiele scenariuszy z klimatycznymi opisami. Wyczuwalna jest też równowaga sił. Twórcy gry dobrze przemyśleli rozkład sił. Grając w tę grę czuję się jakbym odtwarzała historie z klasycznych horrorów.

Jednak jak to mówią: nie ma róży bez kolców i planszówki bez wad. Tu jest podobnie. Jakość wykonania elementów gry jest frustrująca. Dużo pisałam o tym tutaj, ale teraz po kilku partiach mogę w pełni świadomie stwierdzić jak niepraktyczne są plastykowe suwaki, które niestabilnie trzymają się krawędzi cienkich kartoników postaci. Kartonowe kafelki są cienkie i już widać, że szybko będą się strzępić na krawędziach. Z resztą kilka znaczników jest już naruszona a ledwie zostały wyjęte z wypraski! Gumowate brzydkie figurki przyprawiają o koszmary (ale może to element budujący nastrój?).

Mimo słabej jakości wykonania gra mnie totalnie urzekła i wiem, że teraz na długo będzie królowała na naszym stole :)

Rarianna

poniedziałek, 26 listopada 2018

PIES, SZAKAL I HIPOPOTAM



Ta pięknie wykonana fajansowa plansza ze szklanymi inkrustacjami w kształcie hipopotama znajduje się obecnie w kolekcji muzeum Luwr, w Paryżu. Niestety nie znamy okoliczności odnalezienia zabytku, więc poza tym, że pochodzi z Egiptu reszta pozostaje okryta starożytnym całunem tajemnicy. Przez nieznaną proweniencję datowanie nastręcza problemów. Szacuje się,że zabytek pochodzi z VII - IV w. p.n.e.

Gra jaką reprezentuje jest znana pod kilkoma nazwami: gra palma, psy i kojoty, 58 otworów.
Jest to klasyczny przypadek gry wyścigowej, gdzie celem było przeprowadzenie swojego zestawu pionków (najczęściej 5) od startu do mety na podstawie wyniku rzutu na patyczkach.

Rarianna

wtorek, 20 listopada 2018

SZACHY SANODMIERSKIE


Praca na wykopie wre ;)

W sierpniu miałam możliwość pracować na wykopaliskach w Wilczycach, w powiecie sandomierskim. Miejscowość czarująca, jednakże z opisem zabytku przeniosę się do pobliskiego Sandomierza. Na zamku, w muzeum okręgowym znajduje się jeden z najciekawszych zestawów szachów w Europie! Te datowane na XII wiek figury z poroża jelenia znalezione zostały w półziemiance z osady wczesnośredniowiecznej, umiejscowionej współcześnie mniej więcej naprzeciwko kaplicy Męczenników kościoła św. Jakuba.

zdjęcie ze strony http://zamek-sandomierz.pl

To ważne znalezisko z kilku następujących powodów: jest to prawie pełen komplet! Brakuje jedynie 3 pionów. Jednak nawet ciekawsze jest miejsce znaleziska. Zwykłe domostwo, niewyróżniające się niczym spośród innych budynków mieszkalnych. Nasuwa to przekonanie, że gry typu szachy nie były zarezerwowane dla osób o wyższym statusie jak duchowni, dworzanie bądź rycerze.
Na pewno zwróciliście uwagę, że są same białe. To nie przypadek. Uważa się, że odróżnieniem stron grających miała być głębokość wykonanego ornamentu, czyli wydrążonych oczek oraz rytych linii. Figury nie przekraczały wysokością 25 mm, co sugeruje, że możemy mieć do czynienia z zestawem podróżnym. Prawdopodobnie zestaw noszony byłby w skórzanej sakiewce, którą można rozłożyć a na niej znajdowała się szachownica.

zdjęcie ze strony http://zamek-sandomierz.pl

Rarianna


środa, 14 listopada 2018

TUHO - łuczników sposób na nudę


Wystawa o grach i zabawach Azji niestety już zakończyła swoją misję edukacyjną. Ja jednak ciągle jestem na straży! Ostatnio dużo się działo. Przygotowania do BGSC w maju, zajęcia w muzeum zajmowały mi ostatnio cały wolny czas, co niestety odbiło się na blogu.

Dlatego dzisiaj, w ramach swojego powrotu, opowiem wam o popularnej azjatyckiej grze zręcznościowej! Wywodzi się najprawdopodobniej ze środowiska wojskowego, gdzie łucznicy w przerwach między zadaniami by przełamać nudę wymyślili tę grę.
Ta starożytna imprezówka polega na rzucaniu strzał z pewnej odległości do jakiegoś pojemnika. Może to być np. zdobiony dzban. Jeśli strzała wpadnie do środkowego otworu należą się 3 pkt, jeśli do któregoś z bocznych - 1 punkt.

W chińskiej Księdze Praw wzmianka o tej grze wspomina również zwyczaj wypijania kolejki przy okazji trafienia do głównego otworu. Podczas grania z dziećmi równie dobrze można sobie przygotować lemoniadę by tradycji stało się zadość ;)


Rarianna

P.S. A jeśli chcecie wesprzeć biednego archeologa to proszę kliknijcie tutaj.

sobota, 6 października 2018

S.P.Q.RISIKO - ryzyko w antycznym Rzymie

źródło: boardgamegeek.com

Po ciężkiej pracy, polegającej na odkrywaniu tego, co pozostało z antycznego Rzymu przyszedł czas na odpoczynek przy.... walce o dominację nad światem w antycznym Rzymie! Najlepiej. Gotowi na relacje z napisanych na nowo wojen punickich? ;)


Wraz ze swoją zieloną armią byłam gotowa by poszerzyć granice znanego Rzymu i zdobyć panowanie nad całym ówcześnie znanym światem! Jak to w grach z area control inni gracze stanowią problem. Można oczywiście posmakować trochę prawdziwej polityki gdy knujemy z innymi graczami, by zniszczyć wspólnych wrogów a następnie zdradzamy by przejąć ich niepilnowane prowincje. Ach łezka się w oku kręci na myśl o tych wszystkich straconych przyjaźniach...


A teraz więcej o samej grze. Jest prosta do nauczenia się. Są raptem 4 opcje akcji do wykonania, ale mechanika walki mi się nie podoba. Mogę mieć niesamowicie ufortyfikowaną prowincję, ale do szturmu i tak nie mogę wysłać więcej niż 3 oddziałów. Do tego walki zależą od kostek! Już wolałabym by rozwiązali walki tak, jak zrobili to w Sid Meier's Civilization: the board game. I tak wiem, że Risk to stara gra. Jest swego rodzaju klasykiem gatunku. Z tego powodu cieszę się, że ją poznałam. Figurki też były retro, wykonane z marnej jakości miękkiego plastyku, ale myślę, że to akurat nadawało grze uroku.

Do niezaprzeczalnych plusów należy klimat! Poprawnie nazwane prowincje i walki o starożytny świat niesamowicie działały mi na wyobraźnię! Włosi bardzo ładnie zaadaptowali słynną grę do swoich realiów historycznych i wyszła im przyzwoita pozycja strategiczna. Może do moich ulubionych nigdy się nie zaliczy (bo kostki - wolę Alchemików), ale na pewno będę ją ciepło wspominać.

A co wy myślicie o odgrzewaniu starych tytułów? Jest sens, czy lepiej skupić się na nowych grach w zupełnie nowej jakości? Graliście w jakieś klasyki oprócz monopolu?
Semper invicta i oby los zawsze wam sprzyjał.


Rarianna

poniedziałek, 17 września 2018

ARTEFAKTY 2018 - czyli co się działo na pruszkowskim festiwalu archeologicznym

grafika z mshm.pl

Jesień! A wraz z jesienią przychodzi pora na najsłynniejsze archeologiczne festyny. W zeszłym roku brałam aktywny udział w festiwalu biskupińskim Bogowie Wojny a tym razem postanowiłam odwiedzić kolejny w położonym niedaleko Warszawy Pruszkowie.

ArteFAKTY nie jest nowością w rekonstrukcyjnym kalendarzu. To młoda inicjatywa, która swoją pierwszą odsłonę datowała na 2016 rok, gdzie można było zobaczyć m.in. inscenizację rzymskiego ślubu.

Też bym się przejechała palankinem ^^.
Zdjęcie z mshm.pl
Ale może więcej o tegorocznej edycji :) Większość festiwalowych stoisk umiejscowiona była w parku Potulickich. Mieliśmy tam możliwość oglądania inscenizacji, prelekcji m.in. na temat ubioru rzymskiego. Wśród wystawców prezentowały się takie zawody jak skryba z woskowymi tabliczkami, gladiatorzy (panowie biegali półnago a było zimno!), tkaczka, która tłumaczyła technikę bardkiem i tabliczkami oraz wiele innych, naprawdę cudownych kramów. Moje serce szczególnie urzekła wystawa muzycznych instrumentów, bo wszak, czy muzyka nie jest najlepszym wyrazem uczuć? To słyszalne, zapisywalne w nutach emocje.

Zielnik tuż przy kuchni, gdzie szykowano ucztę. 
Ae czy były gry?! Fear no more cuz Rarianna is here! Hellas et Roma postawiło poprzeczkę na naprawdę wysokim poziomie! Nie boję się stwierdzić, że w porównaniu z zeszłorocznym Biskupinem ten kremik był znacznie lepszy. Rekonstrukcje zachwycały szczegółami oraz jakością wykonania. Ba! Byłam w stanie zidentyfikować, które dokładnie zabytki przerabiali (jeden z nich nawet miał miejsce w moim licencjacie <3).


Cudowna rekonstrukcja Merels. Może negocjowałabym z niebieskim kolorem, ale roślinne motywy tak ładnie pasują do epoki a szklane paciorki mamy nawet potwierdzone archeologicznie z Pompejów!


To jest tylko model zabytku, bo na takim maleństwie nie dałoby się za bardzo zagrać, chyba, że ktoś jest wielkim fanem miniaturyzacji. Etruskie pozostałości sugerują, że Penta Grammai były pełnoprawnymi stoliki. Ten konkretny, wnioskując po ptakach wymalowanych na bokach oraz zagłębieniach od góry wzorowany był na planszy znalezionej na nekropoli Kerameikos. 


Nawet egipski senet znalazł się wśród naprawdę dużej kolekcji gier. Niektórzy uważają, że patyczki, którymi się rzucało, były z jednej strony wybrzuszone. Jakby patyczek o okrągłym przekroju rozłupać na dwa, więc do tego miałabym pewne uwagi. Ale ogólnie bardzo ładnie wykonane. Aż ma się ochotę usiąść i spróbować odprowadzić ducha na drugą stronę!

Gier i zabawek było oczywiście znacznie więcej, dlatego zalecam by i muzeum, i grupę rekonstrukcyjna Hellas et Roma obserwować i czychać na nowe eventy z nimi w roli głównej. Warto. Nie pożałujecie. Ja tymczasem uciekam do swojej rekonstrukcji gry Królewskiej z Ur.
Jeśli macie ochotę zagrać w planszówkę z czasów 3 dynastii sumerów, to zapraszam tutaj.

Rarianna